STRANGE WILDS – Subjective Concepts (Sub Pop)

Czasami bierzemy do rąk jakiś przedmiot i jego widok wyzwala wspomnienia z przeszłości. Błysk i już jesteśmy w innym miejscu. Może to być to całkiem przyjemne uczucie, albo wręcz odwrotnie. Kiedy rozłożyłem kopertę „Subjective Concepts”, też doznałem takiego, całkiem przyjemnego,  déjà vu. Czarno-białe zdjęcie zespołu na scenie… Logo Sub Pop… Klik!! Oczywiście: początek lat 90 – tych. Mudhoney. Seattle. Superfuzz Bigmuff. Pierwsza Nirvana…

Rzecz jasna, Strange Wilds nie pochodzi z Seattle tylko z Olimpii, ale ich debiutancki krążek to kompendium wiedzy na temat starego, dobrego punka i proto – grunge’owej, surowej zawieruchy z początków złotej dekady hałasu. W dodatku całkiem nieźle zagranej. Klasyczna jest też forma zespołu – power trio. Zapewne sceniczna prezentacja grupy to eksplozja szaleństwa, a pod koniec koncertu wszystkie instrumenty idą w stylową rozpierduchę. Wszystko się zgadza.

Porównanie do Mudhoney jest o tyle zasadne, że obleśny wokal Stevena jako żywo kojarzy mi się z wyciem Marka Arma a niektóre gitarowe nawałnice także idą po tej linii. Z kolei w spokojniejszych (trafiają się i takie…) momentach przypomina się wczesna Nirvana. Oczywiście, Strange Wilds nie ma w sobie, przynajmniej na razie, aż takiej dawki przebojowości w refrenach i chwytliwych tematów gitarowych. Zresztą, nawet gdyby tak było, w 2015 roku studzienka kanalizacyjna, którą w 1990 wydostało się całe, grunge’owe szambo, jest dokładnie zabetonowana, i stosowne służby nie pozwolą, by po raz kolejny brudny rock wspiął się na taki pułap popularności. Nie chcę w tym miejscu narzekać, że szkoda, że sentyment itp. Bo też i Strange Wilds są chyba szczęśliwi w miejscu gdzie się akurat znajdują. Mają nieokrzesaną energię, piszą fajne, hałaśliwe jak cholera piosenki, które zjednają im przychylność i tych, co lubią mocniejszego rocka i manierycznej sceny hardcore. A że gdzieś tam, podskórnie noise’owe opiłki się trafią, „Subjective Concepts” bardzo mi pasuje.Strange

Czasami człowiek musi się nieco ubrudzić, by odnaleźć w sobie taką pierwotną energię. Chciałbym sprawdzić Strange Wilds na żywca, bo to pewnie najlepsze dla nich miejsce. A że słuchając płyty, gdzieś tam odkopałem w sobie smaczek pierwszego kontaktu z pionierami grunge, to już moja prywatna i całkiem przyjemna sprawa.

Arek Lerch

Cztery