STICK TO YOUR GUNS – Disobedient (Sumerian Records)

Na fali newscholowego hc i wzrostu popularności metalcore’a dekadę temu zrodził się twór o nazwie Stick To Your Guns. Z pomocą młodym gniewnym przyszedł Scott Vogel, już wtedy ikona hardcore’a, który wypromował muzyków z Orange County, załatwiając im kontrakt i zabierając w trasy. Za to po dziś dzień kwintet jest wdzięczny i wspomina o tym na każdym klubowym i festiwalowym koncercie. Brzydkie „lizanie tyłka” odbywa się jeszcze częściej, kiedy panowie dzielą ze sobą scenę. Nie mam im tego za złe, warto sobie pomagać, tym bardziej, że z biegiem lat, Stick to Your Guns wyrosło na prawdziwą gwiazdę gatunku.

Po dziesięciu latach na scenie, podopieczni Sumerian Records prezentują zupełnie odrębną od reszty kolegów ze Stanów wizję hardcore’a. Choć można ich wrzucić do worka z The Ghost Inside czy Gideon, a pod paroma względami For the Fallen Dreams, grają znacznie ciekawiej, stawiając – mimo oczywistego pierwiastka wkurwienia i ciężkości – na piosenki z prawdziwego zdarzenia. To, co wielu irytuje, z drugiej strony stanowi o sile STYG, a przecież mariaż z nośnymi refrenami w historii tego zespołu to nadal nowość i ukłon raczej w stronę A Day To Remember niż hardcore’owej braci.Band

Panowie nie zapominają o swoich korzeniach. Większość utworów na „Disobedient” to szybkie strzały między oczy, z naciskiem na track z – nomen omen – Scottem Vogelem, który jakby pomylił zespoły, bo „I Choose Nothing” to hicior na miarę terrorowych bomb. Udział „idola” Jessiego Barnetta nie powinien nikogo dziwić, podobnie jak feat Toby’ego Morse’a z H20 – jednego z najbardziej niedocenianych hardcore/punkowych zespołów ostatnich lat. Takie wzajemne wspieranie się – choć wydawałoby się, że niepotrzebne – ma sens. W dobie streamingów i udostępniania pojedynczych utworów w sieci, młodzież, która wcześniej słyszała jeden z powyższych zespołów, może natrafić na Stick To Your Guns i wierzcie mi lub nie, anno domini 2015, może to być jedna z najlepszych rzeczy jaka przytrafi się gniewnym scenowiczom. Słychać, nie po raz pierwszy zresztą, że formacja z Orange County mimo dość mocno zadeklarowanego fuck off dla świata, ma sporo do powiedzenia – zazwyczaj ostrym, ale sensownym językiem, z którym łatwo się identyfikować.

„Disobedient” w zasadzie nie ma wad. Po genialnym „Diamond”, pokazującym to nowe, przebojowe oblicze Stick to Your Guns, Jesse Barnett i spółka nie obniżyli lotów. Co więcej, podtrzymują formę sprzed trzech lat i walą w pysk nie gorzej jak za czasów debiutu.

Grzegorz „Chain” Pindor

Cztery