SQUASH BOWELS –  Grindvirus Syndrome – Live At OEF 2011  (Deformeathing)

Squash Bowels to kawałek historii muzycznego hałasu na ziemiach polskich. Zespół ten mimo wielu wydawnictw na koncie nie miał do tej pory (poza demówką z 95 roku) w swoim dorobku materiału live. Okazja do nadrobienia zaległości nadarzyła się dopiero w tym roku, acz materiał, który został uwieczniony na koncertowej płycie DVD pochodzi sprzed czterech lat…

Na początku wspomnieć muszę o tym, że muzykę Squash Bowels lubię a nawet lubię bardzo, ale miałem sporo obaw w stosunku do tego jak wyglądał będzie materiał live, do tego podany w formie wizualnej. Dlaczego? Sprawa jest bardzo prosta, otóż grind core to muzyka bardzo trudna do pokazania na ekranie. Widziałem już wiele sfilmowanych, grind’owych koncertów i praktycznie żaden z nich nie dosięgał nawet do pięt występom tych samych zespołów, w których miałem okazję uczestniczyć w zapyziałych piwnicach i innych obskurnych klubach, w których odbywają się niszowe recitale. Większość materiału, zapakowanego w gustowny digipack to występ Squash Bowels na kultowym Obscene Extreme Festiwal z roku 2011 uzupełniony sporą ilością dodatków, z różnych okresów działalności grupy. Danie główne to około 30-minutowy set, podany w formie bardzo zjadliwej. Mimo iż sama realizacja może pozostawiać duży niedosyt, filmowcom udało się uchwycić dużą część grind core’owego ognia jakim ze sceny razi Squash Bowels. Brzmienie jest do przyjęcia, słowem – koncert bardzo poprawny i dla fanów zespołu będzie to niemała gratka. Oceniając koncert warto wziąć pod uwagę fakt, że cztery lata temu Obscene Extreme był imprezą zdecydowanie mniejszą niż dziś, dlatego też poziom realizatorski może wydać się pół – amatorski, ale tak jak już wspomniałem, twórcom wideo należą się brawa za to, że nagranie jest całkiem niezłą namiastką grindowego wpierdolu a to moim zdaniem duże osiągnięcie. Kto widział Squash na scenie choć jeden raz ten wie, że zespół czuje się na deskach wybornie i z brutalnego wyziewu czyni show soczysty i pełen mocy i to widać również na filmie z OEF 2011. Gdybym miał ocenić DVD przez pryzmat tylko dania głównego byłaby mocna czwórka z plusem.Squash band

Pół godziny mija bardzo szybko, więc czas na – jak reklamuje materiał wydawca – dużą ilość dodatków. I tu niestety moim zdaniem, czas na zgrzyty. Oczywiście rozumiem, że „dodatki” mają ukazywać historię zespołu i stanowić swoisty prezent dla fanów, ale czy naprawdę konieczne jest umieszczanie na płycie materiałów naprawdę kiepskiej jakokładkaości? Nagranie z OEF 2004 to przykład właśnie zbędnego bonusu, bez którego pierwsze DVD w historii Squash Bowels spokojnie mogło się obyć. Jakość dźwięku jest tragiczna a wizualizacja niewiele lepsza. Kolejny dodatek czyli „Blood Supply” to udany videoclip fajnie ukazujący starsze oblicze grupy. Jest energia, jest ogień czyli wszystko to co tygrysy lubią najbardziej. Nagranie z SWR Barroselas Metalfest to znów dość niska jakość dźwięku i mocno amatorski poziom realizacji. O wiele lepiej wypada materiał z OEF 2006, który może nie poraża jakością dźwięku, ale wideo trzyma naprawdę wysoki poziom. Dwa ostatnie bonusy video to nagranie z Ostravy z roku 2007 (bardzo zaciemniony obraz) oraz z czeskiego Fekal Party (zakończone krótkim wywiadem z wokalującym w tym czasie w zespole Lipą) z tego samego roku ukazujące zespół w powiększonym składzie i bardzo dobrej formie koncertowej. Niejako na deser otrzymujemy też bio, czyli (o zgrozo!) kilka plansz z tekstem co moim zdaniem jest zabiegiem co najmniej zbędnym i zupełnie odstającym od standardu dzisiejszych czasów.

Podsumowując w kilku słowach seans w towarzystwie Squash Bowels, muszę podzielić się z wami garścią przemyśleń. Materiał ten to udany set z OEF 2011, kilka raczej niskiej jakości dodatków no i…  tyle. By powiedzieć, że jest to wydawnictwo kompletne, zabrakło co najmniej kilku rzeczy. Być może jestem odosobniony w opinii, ale w materiałach wideo brakuje mi porządnie zrealizowanego wywiadu z zespołem, który byłby niejako przewodnikiem po archiwalnych materiałach z sekcji dodatków. Brakuje mi też podanych w formie cyfrowej lub w nieco bogatszej niż dołączona do płyty wkładce większej ilości zdjęć. No cóż, podobno nie można mieć wszystkiego dlatego też nie czepiam się dalej. „Grindvirus Syndrome – Live at OEF 2011” to materiał udany w 60%; mogło być lepiej, ale skoro nie jest, nie pozostaje nam nic innego jak zaczekać na kolejne DVD grupy być może ukazujące zespół w bardziej przekrojowy i mniej chaotyczny sposób.

Wiesław Czajkowski

Trzy i pół