SPOIWO – Salute Solitude

Chyba jako jedyny nie będę opisywał „Salute Solitude” plastycznymi epitetami. Nie ma to sensu, bo każdy ma własną, mniemam, że większość z Was, całkiem wybujałą wyobraźnię, wyposażoną w maszynkę do projekcji detali i życzę dobrego, relaksującego snu. Debiut pomorskiego kwartetu Spoiwo powstawał w bólach i gorączkowym poszukiwaniu własnej tożsamości. Grupę szybko wrzucono do post-rockowego worka, co wcześniej uczynił również niżej podpisany, ale debiut wyraźnie pokazuje, że zerkanie w stronę Mono/Mogwai mają (prawie) za sobą.

Swoją drogą, nie chodzi nawet o post-rockowe inklinacje. Załoga z Gdyni chce odciąć się od stada zakochanego w płytach Godspeed You! Black Emperor, próbując przy tym pójść znacznie ciekawszą, niemal ambientową drogą, bez mocno gitarowego kręgosłupa. Ten jednak, mając na uwadze wcześniejsze dokonania Spoiwa, nie daje o sobie zapomnieć. Część albumu nie brzmiałaby tak dobrze, gdyby nie charakterystyczne, niemal euforyczne kulminacje w postaci (oczekiwanej) ściany dźwięku (vide „Yos”). Nie miejcie im tego za złe. Pójście własną drogą wymaga poświęceń, w przypadku Spoiwa jest to pozostanie na rozdrożu ambitnego eksplorowania bogatego świata melancholii, pełnego odniesień do shoegaze, a pewnym sukcesem wśród fanów krajowego post-rocka lubujących się we wszelkiej maści delayach, nietypowych metrach i podręcznikowych zagrywkach.

Co warto wypunktować na „Salute Solitude”? Produkcja Satanic Audio po raz kolejny stanowi o wysokiej jakości wydawnictwa. Jako muzyk związany z sekcją rytmiczną, rad jestem słyszeć tak wyeksponowane bębny. Do tego dodajmy eteryczny klimat kompozycji i wszechobecną prostotę. Ten ostatni element jest bodaj największym atutem Spoiwa. Wielu im podobnych, często niepotrzebnie zagęszcza swoje utwory, stawiając na nagromadzenie różnorodnych, często zapożyczanych tematów. A tu proszę, wystarczy kilka prostych dźwięków, między innymi na klawiszach, aby porwać tłumy.Spoiwo band

Osobiście, życzę im Off-festiwalowej sławy, tras z Tides From Nebula, a przede wszystkim, zawojowania rynku bez udziału w telewizyjnym talent show. Tam tego nie docenią, bo czas antenowy ani formuła programu nie pozwalają na beztroskie dryfowanie i chłonięcie dźwięków spod znaku Spoiwa. I tak ma być. Niech niszowi artyści bronią się muzyką wśród ludzi zainteresowanych takim tematem. Tych na całe szczęście nie brakuje. Zarówno publika Offa, Asymmetry a nawet Soundrive, powinna ich przyjąć z należytą aprobatą. Redakcje innych portali już to zrobiły, więc i Violence dorzuca swoje trzy grosze. Wyrósł nam na Pomorzu kolejny, solidny zespół. Mają zadatki na wstrząs niczym Merkabah i możliwości aby pojechać w trasę z nowym Blindead.

Rzekłem.

Grzegorz „Chain” Pindor

Cztery i pół