SOUNDS LIKE THE END OF THE WORLD – Stories (Progressive Promotion)

Sounds Like The End Of The World dali się poznać jako ciekawy zespół już przy okazji ostatniego albumu „Stages Of Delusion”. Mimo, że teoretycznie wpasowali się w nurt wyeksploatowanego, instrumentalnego post-rocka, właściwie od początku próbowali może nawet nie tyle poszerzać ten styl podług własnych potrzeb, co po prostu zająć sobie w nim swój kącik. Dzięki „Stories” ich gniazdko może stać się tylko większe i bardziej przytulne.

Charakterystyczną cechą stylu SLTEOTW jest swego rodzaju piosenkowość. Choć zespół porusza się w obrębie instrumentalnego rocka, ich utwory dość często zachowują bardzo chwytliwy charakter. Tak jest chociażby w przypadku singlowego „No Trespassing” czy też w lekko gilmourowskim „Breaking The Waves”. Chłopaki starają się unikać charakterystycznych dla post-rocka ścian dźwięków czy gitarowych plam na delayu, często sięgając po rozwiązania dużo mniej oczywiste, a nade wszystko dość chętnie bawiąc się brzmieniem (przykładem „Obsession” z gościnnym udziałem skrzypka Jana Gałacha). No i co również niezwykle ważne – nie stronią od melodii, choć instrumentalny rock nie zawsze jest z nią jednoznacznie kojarzony.

Nie chcę przy tym nikogo oszukiwać i wmawiać, że trójmiejski zespół na nowo wynalazł koło. Niestety, tak nie jest. Warto jednak podkreślić, że panowie potrafili znaleźć dla siebie niszę w obrębie skostniałego gatunku i – raczej pogodzeni z faktem, że ciężko ten styl będzie zrewolucjonizować – skupić się na zabawie i pisaniu niezłych utworów. Stosując stosunkowo proste i klasyczne środki wyrazu, jedynie od czasu do czasu podpierając się wyraźniej elektroniką, udowodnili, że wciąż można tworzyć całkiem ciekawy instrumentalny post-rock. Prawdę mówiąc bardziej właściwe byłoby mówienie o instrumentalnym rocku w ogóle, w końcu Sounds Like… dość często uciekają od typowych dla tego nurtu rozwiązań. Mimo to głównego targetu twórczości chłopaków upatrywałbym głównie w fanach Tides From Nebula czy God Is An Astronaut, niekoniecznie natomiast w gronie miłośników nieco bardziej wymagających Godspeed You! Black Emperor.SLTEOTW

Cóż, nie pozostaje nic innego jak tylko cieszyć się, że na polskiej scenie coraz silniej zaznacza się kolejna grupa, która nie obawia się kreować własnego stylu. Grupa, która oprócz tego sporo koncertuje, działa w sieci i zasadniczo samodzielnie zajmuje się promocją i pracą w każdym aspekcie. Nie tak dawno mogliście ją zobaczyć na trasie u boku Obscure Sphinx, niedługo będą występować przed Antimatter. Jeśli jeszcze nie widzieliście ich na żywo, warto wpaść i sprawdzić, czy również w wersji live ich muzyka brzmi, jakby właśnie kończył się świat.

Michał Fryga

Cztery