SORRY BOYS – Vulcano (Mystic Prod.)

Obecność zespołów typu Sorry Boys na krajowej scenie utwierdza mnie w przekonaniu, że docieramy powoli do Europy. Już nie walczymy z systemem, nie piszemy bojowych protest songów. Ba, nawet diabła nie musimy łechtać, żeby poczuć się jak obywatele świata. Warszawska załoga na swojej drugiej płycie bez kompleksów łączy elektronikę, rock i alternatywę, tworząc smakowitą i całkiem oryginalną miksturę.

Przyczyn sukcesu „Vulcano” należy szukać przede wszystkim w niebanalnym połączeniu rockowego instrumentarium z aranżacjami znanymi głównie z nagrań wykonawców muzyki elektronicznej. Obok prawie gitarowo zorientowanych piosenek znajdziemy na tej płycie trip – hopowy puls, lekko senne, zwiewne pasaże instrumentów klawiszowych i rewelacyjnie pracującą sekcję rytmiczną, która dodaje muzyce mocnych rumieńców. No i oczywiście Bela, ze swoim zmysłowym, mocnym głosem, czasami zimnym, pobrzękującym metalicznie, to znowu słodkim i plastycznym. O ile debiutancki album jawił mi się jako nieco przypadkowy zbiór utworów studyjnego projektu, o tyle nowa płyta jest dopięta na ostatni guzik, bardzo fizyczna i żywa, choć nadal ukierunkowana na zróżnicowane, elektroniczne brzmienia. Rockowe uderzenie lekko funkującej sekcji przełamane jest przez świetną atmosferę, kreowaną za sprawą wyrazistych melodii, alternatywny posmak dają eksperymenty z trip – hopem, słowem, dla każdego coś miłego. Ważne jest także zróżnicowanie formalne. Bo są tu rockowe petardy, jest trans („Leaving Warsaw”, tu akurat z dość zaskakującym tekstem…), to znowu trafiają się  nawiązania do twórczości Sinead O’Connor (przebojowy „The Sun”), jest niemal depeszowy, przesycony zgrzytającymi klawiszami „This New World”, a kiedy trzeba, pojawia się rasowa ballada („Back To Piano”). Sorry Boys tworzą muzycy doświadczeni (szczególnie sekcja rytmiczna ma grube portfolio…), dzięki czemu partie instrumentalne są zagrane z niesamowitym wyczuciem. Być może czasami piosenki są proste, jednak nikt nie wymaga od Sorry Boys tworzenia specjalnie wybujałych aranżacji. „Vulcano” to płyta lekkostrawna, przyjemna i faktycznie łagodząca obyczaje. Trzeba też dodać, że zespół nie wymyśla w zasadzie niczego nowego, korzystając z już okiełznanych zdobyczy gatunkowych, podaje je za to ze znawstwem najlepszego kucharza.

Alternatywny rock warszawiaków bezczelnie flirtuje z elektroniką, ociera się o pop, robi to jednak z niesamowitą klasą, dzięki czemu dostajemy muzykę przebojową, ale nie pozbawioną ambicji. Jeśli przyjąć, że istnieje coś takiego jak niezależna, pop rockowa scena, to Sorry Boys zajmują na niej znaczące miejsce. Jasne, nadal uważam, że to dopiero początek drogi zespołu i następne kroki przyniosą kolejne zmiany, mam jednak nadzieję, że będą to zmiany tylko i wyłącznie na lepsze a Sorry Boys jeszcze nie raz przyjemnie nas zaskoczą.

Arek Lerch 

Cztery i pół