SONNE ADAM  – Messengers of Desolate Ways (Century Media)

Trudno mi wyobrazić sobie lepszy dzień na pisanie recenzji najnowszego wydawnictwa Sonne Adam niż 1. listopada. Grobowa atmosfera tej muzyki doskonale koresponduje z wszystkim co jest w naszej kulturze z tym dniem związane. Choć może niekoniecznie z religijną zadumą, bo jeśli takową tu znajdziecie, to jej kontekst jest zupełnie inny niż w przypadku większości osób odwiedzających dziś groby swoich bliskich. W odniesieniu do tego gatunku muzyki nie powinno to jednak nikogo dziwić.

Death metal, bo o nim oczywiście mowa, od dawna rządzi się swoimi prawami. Sonne Adam nie tylko te prawa zna, ale także posługuje się nimi w sposób, który winduje ich do miana jednego z najciekawszych współczesnych reprezentantów tego nurtu. Już debiutancka epka „Armed With Hammers” przedstawiała ich jako zespół z własną wizją, co podkreślała dodatkowo znakomita interpretacja „The Serpents Harvest” z repertuaru Darkthrone. Wybór dość zaskakujący nie tylko w kontekście odmiennej stylistyki, ale także sięgnięcia po fragment jednego z najmniej docenianych albumów w bogatej dyskografii norweskiego zespołu. Jeżeli dodam, że jednym z niepublikowanych wcześniej utworów zawartych na „Messengers of Desolate Ways” jest przeróbka „Funeral Marches to the Grave” Thorns, to obeznani z tematem zgodzą się chyba, że mamy do czynienia z czymś raczej rzadko spotykanym. Wyjątkowość Sonne Adam nie sprowadza się oczywiście wyłącznie do doboru kowerów; to tylko jeden z przykładów na to, że pozostając wiernym założeniom gatunku, wychodzą daleko poza małpowanie cudzych dokonań.

„Messengers of Desolate Ways” jest wydawnictwem podobnym do „All Tomorrow’s Funerals” Autopsy. Mamy tu do czynienia z kompilacją wszystkich epek zespołu, przy czym gwóźdź programu stanowi oczywiście materiał z najnowszego minialbumu „Doctrines of Dark Devotion” (wydanego nieco wcześniej na czarnym krążku przez Imperium Productions). Oprócz tego zawiera ona wspomnianą wyżej „Armed With Hammers”, „The Sun is Dead” oraz trzy niepublikowane wcześniej utwory (w tym dwie wersje koweru Thorns). Razem daje to ponad 80 minut wolnego, posępnego death metalu, nawiązującego do pierwszych dokonań Paradise Lost, Darkthrone czy najwolniejszych momentów „Blessed are the Sick”, a jednocześnie duchem bliskiego „Rites of the Black Mass” Acheron, pierwszym dwóm płytom Samael, „Diabolical Conquest” Incantation, czy też z bardziej współczesnych Grave Miasma, Teitanblood albo Necros Christos. Jednocześnie podkreślić należy, że nie ma tu mowy o kopiowaniu. Przykładowo, gdy w niektórych momentach pojawia się „płacząca” partia gitary przypominająca styl Gregora Mackintosha, to jest ona wykorzystana w zupełnie inny sposób niż ma to miejsce w przypadku któregokolwiek z jego zespołów.

Jeśli skupić się wyłącznie na „Doctrines of Dark Devotion”, to jest to zasadniczo kontynuacja stylu znanego już z wcześniejszych wydawnictw Sonne Adam. W porównaniu do poprzedzającego ją albumu „Transformation” mamy tu jednak do czynienia z bardziej surowym brzmieniem (z dużą ilością pogłosu) i jest to chyba najbardziej obskurnie brzmiący ich materiał jak dotąd. Nie jest to na szczęście jakaś amatorska, garażowa produkcja, ma ona po prostu nieco bardziej undergroundowy charakter niż miało to miejsce w przypadku ich wcześniejszych wydawnictw.

Jak dotąd, mimo wsparcia dużej wytwórni, muzyka Sonne Adam nie doczekała się jakiegoś wielkiego odzewu, ale myślę, że z czasem będzie się to zmieniać. W końcu jakość musi prędzej czy później wzbić się ponad szarą masę. Tak było z zespołami, których nazwy padły wcześniej w tej recenzji i tak moim zdaniem będzie również w przypadku Sonne Adam. Bo jeśli nie, to stracę resztki wiary w ludzi i zostanę pustelnikiem żywiącym się korzonkami. Kto wie, być może taka dieta wyszłaby mi na zdrowie, ale mimo wszystko życzę sobie i Sonne Adam, aby do tego nigdy nie doszło.

Michał Spryszak