SONNE ADAM – Transformation (Century Media)

Za każdym razem, kiedy ukazuje się płyta, jak ta, dopada mnie pytanie: czemu nie słyszałem wcześniej o tym zespole i dlaczego jest taki zajebisty? Na pierwsze pytanie odpowiedzieć łatwo – kapela powstała niedawno, jej pierwszy materiał („Armed with Hammers” EP) ukazał się w 2010 roku. Na drugie – czerp ile wlezie ze starych mistrzów, rób to z głową, a będzie dane ci dotknąć absolutu.

Tak więc zrobił izraelski duet. Nie byłoby Sonne Adam bez wczesnego Celtic Frost, Entombed czy Autopsy. Death metal starej szkoły, bez efekciarstwa, bez popisów. Oparty ma pracującej ciężko, jak buldożer gitarze i perkusji, której bębny basowe walą po łbie, jak u Chrisa Reiferta. Zespół nigdzie się nie spieszy. Numery mają swój majestatyczny rytm i średnio szybkie tempo. Liczy się atmosfera i nastrój, tak jak w „God of Emptiness” Morbid Angel czy na „Gothic” Paradise Lost. Każdy z dziewięciu numerów „Transformation” napakowany jest riffowymi monumentami, które z masą charakterystyczną dla słonia i typową dla niego dostojną postawą, kreują obrazy ciemności i mroku. Aż trudno uwierzyć, że to nie jest kapela ze Skandynawii.

Choć styl Sonne Adam nie jest specjalnie wyszukany, to zwolennik old schoolowego brzmienia znajdzie w nim wiele uciechy i będzie miał z niego pożytek. Przede wszystkim dlatego, że jest tu cała masa kapitalnych riffów, a klimat nie pozwala oderwać się do ostatnich dźwięków.

Adam Drzewucki 4