SMIRNOFF – 2011

Smirnoff to jeden z tych zespołów, które pod koniec lat 80 – tych stanowiły o sile polskiego, muzycznego undergroundu. Bez wątpienia zainspirował wielu z dzisiejszych muzyków szeroko pojmowanej sceny hc/punk do tego, by w ogóle chwycić za gitarę i zacząć grać. Nikt nie odbierze im tego, że jako jedni z pierwszych na polskich ziemiach zaczęli łączyć pozornie wykluczające się gatunki muzyczne. W muzyce Smirnoff od samego początku punk spotykał się z prostym thrash’em a po drodze dołączały do nich elementy hc czy nawet gind core’a.

Stare nagrania tej ciechanowskiej załogi najbardziej cenię za niesamowity wprost ładunek energetyczny, który zespół serwował słuchaczom. Do dziś zdarza mi się czasami słuchać debiutanckiego krążka „Bóljon Der” i mimo pewnych niedostatków brzmieniowych ten materiał nadal zwala z nóg. Szkoda tylko, że praktycznie chwilę po wydaniu debiutu zespół zawiesił działalność…

Dziś mamy rok 2011 i od powrotu Smirnoff do muzycznej aktywności upłynęło już wystarczająco dużo czasu, aby Panowie stworzyli materiał na drugi długograj w karierze. „2011” trafia na rynek bez wielkiego szumu a wydaniem krążka zajął się sam zespół, co pozwala sądzić, że nikt nie będzie robił interesów na „powrocie legendy”. Jeżeli ktoś myślał, że Smirnoff z wiekiem złagodniał muzycznie to srodze się zawiedzie. „2011” to mocny kopniak wymierzony w tych, co pozwolili sobie na takie myśli. Ciągle jest w tych facetach cholernie dużo energii, czystego buntu i gniewu, którym to odczuciom dają wyraz swoją muzyką. Płyta jest przepełniona punkową agresją i czadem o czym przekonuje już pierwszy na krążku „Doktor”. Od razu wiadomo, że jest to najlepiej brzmiący materiał Smirnoff. Nareszcie słychać wszystko tak jak miało być, jest agresja, energia, poparte solidnym i tłustym jak na hc/punk brzmieniem. Uwagę zwracają też dojrzałe i lekko pesymistyczne teksty („Dzieci”, „3 Historie”); widocznie kiedyś było bardziej wesoło a dziś nawet punkowe teksty zawierają sporo refleksji nad światem. Nie będę udawał, że znam obecną Polską scenę punkową (żeby była jasność- ze starej sceny też znam ledwie parę kapel…), ale wydaje mi się, że Smirnoff powinien trochę namieszać wśród młodszych zespołów. „2011” to album na którym nie brakuje ciekawych pomysłów, jak choćby wspomniany już utwór „Dzieci”, który oprócz tekstu wyróżnia się też muzyką. Kawałek zaczyna się niczym ska, by po chwili uderzyć ciężką gitarą – takich ciekawych pomysłów jest tu zdecydowanie więcej. Pomimo tego, że zespół kombinuje żebyśmy nie odczuli nudy to i tak nad całością „2011” dominuje czyste punkowe wkurwienie… i bardzo dobrze!

SMIRNOFF powrócił mocną i przemyślaną płytą, dzięki której, mam nadzieję, nie raz o nich usłyszymy.

Wiesław Czajkowski 5