SKYHARBOR – Blinding White Noise (Basick Records)

Trochę nie rozumiem dzielenia debiutu Skyharbor na dwa osobne krążki, możliwe, że to wymysł samego trio, a może sugestia włodarzy Basick Records, którzy są świadomi tego, że debiut Indusów nie jest łatwy do przyjęcia w całości – a poza tym, dźwięki z drugiego krążka, delikatnie odstają od części pierwszej.

Pogmatwane? A i owszem, tym bardziej, że soczystymi riffami na pierwszym, pełnowymiarowym wydawnictwie Skyharbor raczy nas gościnnie w dwóch utworach, nie kto inny jak Marty Friedman (ex-Megadeth – przyp.red), za wokalem stoi nieodżałowany (i mój ulubiony w ogóle w tym nurcie) Dan Tompkins, do niedawna wokal brytyjskiego Tesseract, a trio z Bangkoku pokazuje, że śmiało mogą stawać w szranki z kolegami z Vidhjarta, Uneven Structure czy Animals As Leaders.

Dobra, ale gwoli ścisłości: z dwójki na „Blinding White Noise” bardziej do gustu przypada mi – co chyba nikogo nie zaskoczy – piekielnie rozbudowane, spójne i niezwykle emocjonalne „Illusion”. Wybór ten uzasadniony jest w głównej mierze fenomenalnymi partiami Dana, który śpiewa przez 80 % albumu, od czasu do czasu wspomagając się kilkoma efektami bądź okazyjnie krzycząc (wespół z wokalistą metalcore’owego Bhayanak Maut). Jakkolwiek jednak nie spuszczałbym się nad wokalami sympatycznego Brytyjczyka, peany i „propsy” powinny być kierowane pod adresem szerzej nieznanych instrumentalistów, którym udało się nie tylko zamknąć w Skyharbor cały ciężar i plastyczność nowej odsłony progresywnego metalu jaką jest djent (najlepszym tego dowodem jest wieńcząca „Illusion” „Maeva”), ale również, atmosferę jakiej nie powstydziliby się ambientowi twórcy.

Słuchaczom oraz muzykom nieobeznanym w technikach gry na gitarze, potencjalne wypisywanie używanych harmonii bądź ekscytowanie się sweepami jest zupełne niepotrzebne. Tego trzeba posłuchać i basta. Jak każdego albumu z Basick.

Grzegorz „Chain” Pindor