SIŁA – Siła (Green Lungs Records)

Co zrobić kiedy w okolicy brak gitarzystów a grać się chce? Zatrudnić drugiego basistę i włączyć mu przester. Recepta prosta jak cep a jednak zawsze, kiedy taki pomysł pojawi się na horyzoncie, strzyżemy uszami, bo może akurat coś ciekawego się pojawi. No i faktycznie, jakoś tak się składa, że zespoły z podobną konfiguracją instrumentalną mają parę intrygujących pomysłów. Był (jest!!) kiedyś Searching For Calm (dzisiaj już bez dwóch basów…), jest Sigihl (tu tylko jeden bas, ale bez gitary…), Girls Vs Boys też taki patent eksploatowali, że wymienię tylko paru wykonawców. W tym gronie Gorzowianie z zespołu Siła jawią się jako najbardziej popieprzony twór. Wydana w kwietniu ep-ka potwierdza ich akces do grona matematycznie łamiących reguły szaleńców.

Dzisiejsze czasy przyniosły już chyba wszystkie, możliwe mariaże i mezalianse w muzyce popularnej. Czasami zastanawiam się, co jeszcze można wymieszać, żeby choć na moment poczuć powiew oryginalności. Nawet jeśli łudzę się, że coś nowego wywęszyłem, okazuje się, że fundamenty są zazwyczaj znane. A może nawet i lubiane, czego dobrym przykładem jest Siła. Zespół bardzo sprawny technicznie, doskonale przygotowany i napięty jak struna. Połamane, poszarpane struktury zaskakują, pięknie poprzesuwane metrum, akcenty to jedna, wielka i wyboista droga, po której poruszać się mogą jedynie odważni. Czyli tacy, co lubują się w muzyce zagmatwanej i stawiającej przed słuchaczem wyzwania. Tak jest na pewno w przypadku tej ep-ki. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że mamy tu aż dwa basy i zero gitar. Muzycy świetnie te instrumenty zagospodarowali i w zasadzie niczego nie brakuje. Jest agresja, pomysł i akademickie wykonanie.  Ale ja, choćbym nawet miał być uznany za dyletanta, wołam: Siła band

KOBONG! I sprawdzam. Tak po prostu, ta inspiracja jest tu bardzo wyraźna i nawet jeśli zespół się na mnie obrazi (choć mam nadzieję, że takie inspiracje nie są powodem do obrazy…), zdania nie zmienię. Puls tych kawałków, nawet klimat tekstów nieodparcie kojarzy się z poczynaniami najlepszej, nieodżałowanej, post metalowej załogi w kraju i nic na to nie poradzę.  Choć oczywiście dostrzegam zdecydowanie inny korzeń muzyki, bo w przypadku Siły, riffową podstawą jest jednak hardcore a nie awangarda. Punkt styczności przebiega głównie na odcinku rytmiki, zaś najdalej od siebie stoją kwestie agresji w muzyce. Kobong był w swojej sile zdecydowanie bardziej wycofany, niczym sensei obserwujący co się wokół dzieje i ten spokój powodował, że muzyka stawała się bardziej ponadczasowa. Z kolei Siła to taki bezpośredni cios, chęć pójścia na zwarcie, dosłowną próbę sił. Czy mi się to podoba? Może nie do końca, bo gdzieś pod koniec ep-ki zaczynam tęsknić za nieco większym dystansem. Choć zdaję sobie sprawę, że ta muzyka taka ma być i w swojej kategorii wagowej dokonuje konkretnej rozwałki. Jest technika, jest moc i wściekłość. Dołożyć do tego pokerową rozwagę i będzie mistrz.

Arek Lerch

Zdjęcie: Gosia Makucewicz

Cztery