SIGUR ROS – Valtari (Parlophone)

Magia nagrań Sigur Ros nie ulega żadnej presji czasu i z każdym kolejnym albumem zespół potwierdza swój geniusz. Cała misternie budowana przez fanów otoczka wokół zespołu ma swoje uzasadnienie w dźwiękach generowanych przez muzyków z Reykjaviku, i choć od czasu „Takk..’’ stylistycznie wiele się nie zmieniło, tak ilość emocji zaklęta w każdej godzinie spędzanej z Sigur Ros wynagradza pewną stagnację i brak eksperymentów.

Brak odwagi na to, by wyjść ze swojej bezpiecznej strefy, prawdopodobnie jest rezultatem kariery solowej frontmana Sigur Ros, oraz być może, podyktowany upływem czasu, jaki dzieli „Valtari” od wydanego cztery lata temu „Með suð í eyrum við spilum endalaust”. Swoją drogą, cud, że nowe dzieło Sigur Ros ma okazyjnie zarysowane partie perkusji oraz użycie gitary elektrycznej („Eg Anda”, „Ekku Muk”), bo nostalgiczny, rozleniwiony i na wskroś smutny nastrój w minimalistycznej oprawie, zdecydowanie przeważa nad tym, co jeszcze przypomina, że to ‘’post-rock’’.

Ci, którzy nie znają dokonań zespołu prawdopodobnie mogą czuć się znużeni tym, co zespół serwuje na „Valtari”, ale wydaje mi się, że prędzej czy później (być może pod wpływem smutku…) pokochają ten album. Nie jest to żadnym wyzwaniem, ale długa muzyczna podróż przez plastyczny świat Sigur Ros wymaga odpowiedniego nastroju, a przede wszystkim ochoty na tego typu dźwięki i to może być problemem. Mimo wszystko, „Valtari” potwierdza kultowy status Sigur Ros i dowodzi unikalności tej grupy. Bez dwóch zdań jedyny taki zespół w historii post-rocka, a może współczesnej muzyki w ogóle.

Grzegorz „Chain” Pindor