SICK/TIRED – Dissolution (A389 Records)

Powerviolence w najczystszej postaci. Nad czym tu dłużej kontemplować? Rozpisywanie wyniosłych farmazonów na temat tego gatunku jest jak spożywanie posiłku podczas defekacji, niby smakuje, ale coś jednak śmierdzi. Zatem nie rozwlekając, Sick/Tired po raz kolejny oskalpował mnie piłą mechaniczną.

W jaki sposób? Szybki, bezkompromisowy, ciekawy, ale trochę wysiłkowy. Przelot przez burzową chmurę pełną perkusyjnych grzmotów automatycznie podnosi poziom adrenaliny we krwi. Od 2009 roku amerykanie prężnie zbroją się w wydawnictwa, kultywując odwieczną tradycję powerviolence/grindcore’owej krucjaty. Najnowsze dzieło Sick/Tired pluje kwasem prosto w oczy już w pierwszych chwilach słuchowiska. Po siedmiosekundowym chaosie „Savage Man//Savage Beast” wpadamy w noise’ową przepaść wraz z numerem „解散 (Dissolution)”. W nim swe szaty prezentuje nie kto inny jak skośnooki guru noise’a – Merzbow, to on skomponował tego diabła. Momentami nie do zniesienia („Ultra Negative”), nawet przeraźliwie nie do zniesienia (wspomniany „解散 (Dissolution)”), a czasem po prostu znośnie („Descent”). Pojawiają się także wyraźnie brzmiące melodie, co znacznie ułatwia przyswojenie materiału (najlepiej oddają to „Vile Thing” i „It’s goodbye”). Sick/Tired ułożyło playlistę w ten sposób, by pośród rozgardiaszu także na oddech było miejsce. Materiał prezentuje się znakomicie, jest chaotycznie nieprzewidywalny od początku do końca – a to mi najbardziej pasuje.bez pośpiechu

Stawiam pewną kartę na tym zespole, bo już niejednokrotnie przekonywał swoim warsztatem do nietuzinkowych możliwości wydobywania z dźwięków tego, co najcięższe do przetrawienia a zarazem piękne w swej obsceniczności.

Adam Piętak

Pięć