SICKBAG – Shade Among Shades (Destructure Records)

Z patriotycznego punktu widzenia strasznie żałuję, że najnowszej ep – ki Sickbag nie wdała, podobnie jak „Bushido Codex”, krajowa Deformeathing Productions. A to dlatego, że od opublikowania wspomnianej płyty, przez cztery lata paryski ansambl przeszedł niesłychaną ewolucję, stając się jedną z bardziej oryginalnych, ekstremalnych formacji z Europy.

Trochę się tych Sickbag’ów porobiło, jednak jedynie francuski zespół ma szansę coś osiągnąć. Najnowsze dzieło, czyli 27 – minutowa ep-ka, składająca się z sześciu kawałków to dowód na to, że w ekstremalnej muzie nadal można wydłubać coś ciekawego. Nawet jeśli sam początek jawi się jeszcze jako coś na kształt ambitnego metalcore’a („I Told You Why I’m Here”) z wieloma zmianami temp i dawką down beatów, to już od kawałka tytułowego mamy jazdę bez trzymanki. Wolny odjazd, w którym prym wiodą rozjechane gitary przetacza się monumentalnie, by ustąpić miejsca najbardziej hard core’owemu fragmentowi płytki, czyli wściekłemu „”To The Broken Mind”. Ostatnie trzy kawałki to moje osobiste objawienie minionego roku. Wiecie zapewne, że dużą estymą, sentymentem w sumie darzę chicagowską szkołę noise rocka. Sickbag – w co nie wątpię – wyraźnie zapożyczyli od takich tuzów jak The Jesus Lizard sposób pracy gitar, dodali schizofreniczne, neurotycznie natrętne melodyjki do ciężkich, zmetalizowanych riffów i zrezygnowali z typowo metalowej, kwadratowej rytmiki na rzecz mocno falującej, organicznej pracy bębnów. Efekt?  Kawałki ”For The Weak”, „Scar Manifesto” i „Night Prowler” to mistrzostwo łączenia noise rocka z hard core’ową furią, furtka dla niezależnej muzyki. Sickbag połączył w tych nagraniach siłę, agresję z niebanalnym, lekko dystorcyjnym, zapętlonym frazowaniem, uzyskując nową jakość w swojej – i nie tylko swojej – muzyce. Dzięki rezygnacji ze zwartych, sztywnych struktur powstał ciekawy efekt w postaci muzyki niezwykle żywej, wręcz rozedrganej. Ta ostatnia cecha dużo zawdzięcza też monstrualnemu brzmieniu, w jakie oprawiono płytę. Ostatni raz taki gruz słyszałem na „III” nieodżałowanego Cursed.

Niepostrzeżenie, gdzieś na boku, rośnie nam jeden z ciekawszych zespołów na kontynencie. Nie sądzę, że zrewolucjonizują muzykę, ale dzięki otwartemu podejściu do wypracowanych już przecież kanonów stworzyli namiastkę czegoś nowego. Z zainteresowaniem będę śledził dalszą ewolucję żabojadów…

Arek Lerch 5,5