SEPULTURA. Brazylijska furia – Jason Korolenko (In Rock)

Drogę od ciasnego garażu i rozpadających się instrumentów do stadionów wypełnionych fanami i płyt na liście billboardu, pochodzący z Belo Horizonte kwartet przebył w mgnieniu oka. Kariera Sepultury jest jedną z najbardziej błyskotliwych i intrygujących w historii muzyki metalowej. Choć trwa do dziś, w pewnym sensie zakończyła się w 1996 roku wraz z odejściem jej lidera Maxa Cavalery. Biograficzna książka autorstwa Jasona Korolenko opowiada losy pierwszej i być może jedynej brazylijskiej grupy, która dzięki ponadczasowym płytom „Arise” czy „Chaos A.D.”, zdobyła uwielbienie słuchaczy na całym świecie.

Okazuje się, że Polska jest pierwszym krajem, w którym ukazała się biografia Sepultury. Wersja anglojęzyczna ukaże się w grudniu, a portugalskojęzyczna dopiero na początku 2015 roku. Prawdopodobnie byłaby już na rynku, gdyby nie problemy zsepold absurdalnymi brazylijskimi przepisami, według których na publikację nieautoryzowanej biografii („Brazylijska furia” nie jest oficjalną biografią zespołu, choć posiada błogosławieństwo Andreasa Kissera, szefa kapeli), trzeba mieć specjale pozwolenie. Czyżby Polska była w jakiś sposób wyjątkowa dla Sepultury i autora? Tak się składa, że babcia Jasona Korolenko (obywatel USA) urodziła się w Polsce, a Sepultura przyjeżdżając po raz pierwszy do Europy jesienią 1989 roku miała rozpocząć trasę u boku Sodom między innymi koncertami w naszym kraju. Z bliżej nieznanych powodów występy zostały odwołane, aczkolwiek drukowane zapewne ze sporym wyprzedzeniem oficjalne koszulki upamiętniające trasę mają na plecach daty „12-14.09, Polen”. Co się odwlecze to nie uciecze. Kilka miesięcy po premierze „Arise”, Sepultura wystąpiła po raz pierwszy w Polsce (czerwiec 1991) i od tamtego czasu wracała do kraju nad Wisłą wielokrotnie.

To, co najciekawsze i najbardziej przykuwające uwagę w „Brazylijskiej furii” to wspomnienia z pierwszych lat działalności Sepultury. Przeciwności, z którymi zmagała się raczkująca grupa przypominają te opisane przez Jarka Szubrychta w biografii Vadera. Polskę i Brazylię dzielą tysiące kilometrów, ale początkujące zespoły metalowe, a tym bardziej te pochodzące z mniej zamożnych krajów, musiały w pierwszym okresie działalności radzić sobie z bardzo podobnymi problemami, niezależnie czy rzecz tyczy się Belo Horizonte czy Olsztyna.sepa

Sepultura skazana na najgłębsze podziemie i nieprzychylnie traktowana przez media i establishment, wbrew wszystkiemu, stała się kapelą z pierwszych stron muzycznych gazet i pożądaną dosłownie wszędzie, od Stanów, przez Europę, aż do Azji. Zmieniająca swoje oblicze z płyty na płytę grupa swój szczyt osiągnęła w 1996 roku, gdy ukazała się „Roots”, najbardziej odważne i jednocześnie najmniej tradycyjnie metalowe z ich wydawnictw. Z zewnątrz wszystko wyglądało jak w bajce, aczkolwiek prawda była zupełnie inna. Książka przybliża zakulisowe zdarzenia i opisuje napięcia wewnątrz zespołu, które doprowadziły ostatecznie do rozłamu. Max i Igor Cavalera nie przyjęli zaproszenia do wspólnego spisania historii Sepultury (być może dlatego, że Max opublikował już autobiografię), ale książka unika wydźwięku anty-cavalerowskiego, co stanowi jej zaletę.

Korolenko w natchniony sposób i z wielką pasją pisze o kolejnych płytach nagrywanych bez Maxa Cavalery. Z dokładnością jubilera rozbiera i analizuje poszczególne kompozycje i teksty. Robi wszystko, aby rozbudzić w czytelniku sympatię i życzliwość wobec Sepultury pozbawionej słynnego frontmana. Ciekawie opisuje atmosferę panującą w studio oraz towarzyszącą grupie podczas komponowania materiału, a także kumulowania się inspiracji twórczych. Mimo bezsprzecznego faktu, że robiąc to wzbija się na wyżyny reporterskiej roboty, nie jest w stanie zmienić rzeczywistości. A przedstawia się ona następująco: żadna z płyt z Derrickiem Greenem za mikrofonem nie zbliża się poziomem do wstrząsających i wciąż robiących piorunujące wrażenie nagrań z Maxem Cavalerą. Choć „Against”, „A-Lex” czy „The Mediator Between Head and Hands Must be the Heart” to płyty przyzwoite, nie da oprzeć się wrażeniu, że zostały nagrane przez zespół drugoligowy, pozbawiony iskry geniuszu. Sąd to bezlitosny i kompletnie pozbawiony empatii dla wysiłków Andreasa Kissera, którego w późniejszym czasie, dziesięć lat po Maksie, opuścił także drugi z Cavalerów.

Kisser wziął cały ciężar na siebie, w latach 1998-2013 skomponował i opublikował aż siedem długograjów, czyli więcej niż kapela nagrała z Maxem. Wciąż dużo koncertuje, zdobywa nowych fanów, nie pozwala Sepulturze umrzeć. Jego determinacja, produktywność i waleczność zasługują na słowa szczerego uznania. W jakimś stopniu mu jednak współczuję. W każdy album włożył mnóstwo serca i energii, a te, jak na złość, okazują się być albo nijakie albo po prostu zwyczajnie przeciętne. Z perspektywy człowieka, którego życie zmieniło się wraz z pierwszym odpaleniem kasety „Beneath the Remains”, łatwo znaleźć ostateczną receptę – rozwiązać zespół i dać sobie w końcu święty spokój. O tym, że nie jest to wcale takie proste, mówi książka Korolenko. Po 30 latach na scenie zespół to nie hobby, a źródło utrzymania kilku rodzin. Codzienna ciężka praca, która musi z czasem nużyć i nie ma siły, aby przez wszystkie lata być non-stop na wznoszącej. Problem ten dotknął nie tylko Sepultury. Metallica jest przecież najlepszym dowodem na to, że poprzeczki nie da się podnosić w nieskończoność.sep2014

Lektura książki Korolenko sprawiła mi przyjemność. Przede wszystkim dlatego, że opowiada żywą historię ludzi, którzy stworzyli coś wyjątkowego, co jest wyjątkowe także dla mnie. Daleko jej od suchego, encyklopedycznego zbioru dat, faktów i liczb, charakterystycznego dla wielu biograficznych publikacji. A kilkudziesięciostronicowa wkładka pełna kolorowych zdjęć stanowi wisienkę na torcie thrash metalowej legendy.

Adam Drzewucki

Sepultura. Brazylijska furia; Jason Korolenko; przekład Lesław Haliński; wydawnictwo In Rock; stron 272; cena 45,90 zł