SEPULTURA – Kairos (Nuclear Blast)

Ideał sięgnął bruku. Kiedy w 1996 roku Sepultura, triumfalnie promując „Roots”, zamieniła katowicki Spodek w ocean wrzącej lawy, nikt przy zdrowych zmysłach nie przypuszczał, że 15 lat później obdarty z godności zespół będzie konał przy dźwiękach swojej najgorszej płyty. „Kairos” to znakomity marsz pogrzebowy…

Strasznie to smutne… Mieli taki potencjał… W zasadzie można powiedzieć, że najciekawsze płyty w post – Maxowej historii Brazylijczyków, to poprzedzające opisywany tu niewypał krążki „Dante XXI” i rozbudowany, pełny różnych smaczków „A-Lex”. A przecież i „Nation” i „Roorback” dawały radę… Mieli przychylność fanów, nawet odejście Igora nie złamało ich wiary. Wydawało się wręcz, że przeciwności i spekulacje odnośnie planów braci Cavalera jeszcze bardziej ich nakręcają. A tu jakby ktoś przekuł balonik… W zasadzie nie wiem, co mogę o najnowszym dziele Sepy napisać. Tak nudnej, rozmytej i nijakiej płyty nie słyszałem chyba od czasu debiutanckiego albumu pani Paschalskiej. Każdy kawałek to banalny, w zasadzie thrash’owy riff i prościutkie bębny. Nawet Derrick wrzeszczy jakoś niemrawo. W tych numerach kompletnie nic się nie dzieje, nie ma ciekawych aranżacji, zaskoczeń czy zwykłej agresji. Rozumiem, że to miał być powrót do korzeni, inspirowany zapewne działaniami Soulfly, tyle, że Max potrafi krzesać riffy jak mało kto i jakoś kompozycje z „Omen” fajnie pompują w żyły adrenalinę.  Nowej Sepultury nawet nie przesłuchałem do ostatniego numeru, bo zwyczajnie zabrakło mi sił. Z takich niewypałów jak „Kairos”, „Spectrum”, „Mask” czy „Relentless” nie można wyciągnąć ni jednego, sensownego dźwięku. Sprawy nie ratuje też kower Ministry „Just One Fix”, niestety, także dość nudnawy.

Gdyby to byli debiutanci, można by dać im szansę; dla Sepy nie mam litości. No chyba, że są rzeczy, o których nie wiemy. Może np. pan Kisser już dogadał się z braćmi a „Kairos” jest tylko wypełnieniem kontraktu? Przecież ostatni Cavalera Conspiracy też brzmi jak zrobiony na kolanie i bez pomysłu. Nie takie rzeczy w tym światku się zdarzały… Z drugiej strony takiej teorii może przeczyć nowy kontrakt; pewnym kuriozum jest fakt, że Sepultura to kolejny już band, który  popisuje się kiepską płytą, rozpoczynającą kolaborację z Nuclear Blast (mają to w kontrakcie zapisane czy jak??)

Jeśli uznacie, że tworzę teorie spiskowe, nie obrażę się. Obym tylko za jakiś czas nie musiał z satysfakcją cedzić: „A nie mówiłem?!”

Arek Lerch

Jeden