SEDNO SPRAWY – Komutator/Quqa

Grzebiąc w podziemiu trafia się na płyty różne. Czasem dobre, czasem złe a często też nijakie. Tym razem na moim widelcu znalazły się dwa bardzo różne gatunkowo zespoły, ale różni je nie tylko forma o czym to postaram się opowiedzieć w kilku krótkich słowach…

Komutator Mental Sadism Na Komutator trafiłem przy okazji skądinąd całkiem niezłej składanki Thrashing Damnation – Thru Compilation vol 2; zespół to młody jeszcze i niezbyt doświadczony, ale numery, które na rzeczonym składaku usłyszałem sprawiły, że po pierwszą pełną płytę tego tworu sięgnąłem bez większych obaw. „Mental Sadism” zgodnie z przewidywaniami mnie nie zawiódł, dostałemKomu dokładnie to czego oczekiwałem, czyli dziewięć numerów siarczystego trhashu zagranych za całkiem dobrym poziomie. Komutator w swojej wizji metalowego łojenia opiera się na wzorach bardzo klasycznych – słychać tu Slayer, słychać też Kreator i w moim osobistym odczuciu nie jest to wada tegoż materiału. Klasyczny, cięty i ostry jak brzytwa thrash wychodzi bowiem Komutator bardzo dobrze a to, że niejeden raz dopadnie nas nachalna refleksja „gdzieś tu już słyszałem” dla debiutantów nie jest żadną ujmą. Dla miłośników thrashu „Mental Sadism” to jedna z obowiązkowych pozycji na liście tegorocznych zakupów, dla wszystkich innych rzecz godna sprawdzenia.

Quqa Epidemia Nie jestem wielkim zwolennikiem muzyki stricte rockowej w krajowym wydaniu bo też i zespołów naprawdę wartościowych mamy u nas jak na lekarstwo. Żyjemy w kraju, w którym albo gra się ekstremę albo robi z siebie medialną, plastikową szmatę pozbawioną talentu a niezależnych, rockowych artystów można policzyć na palcach jednej ręki. Nie wiem czy radomska formacja Quqa aspiruje do miana rockowych artystów (a może większą ochotę ma na gwiazdorstwo?), ale wiem jedno – kontakt z „Epidemia” wywołał u mnie strasznie bolesne uczucie muzycznej niestrawności. Z jednej strony Quqa pokazuje słuchaczowi bardzo zgrabnie i sensownie zagraną, rockową nutę urzekającą niebanalnymi aranżami i fajnie 1459148_400895936679409_1922616777_nbujającym brzmieniem z drugiej razi wręcz cholernie infantylnymi tekstami i co tu dużo mówić słabym wokalem (a bez rasowego wokalisty i tekściarza nie powinno się nawet myśleć o założeniu rockowego bandu). Dlatego też, słuchając materiału cały czas się waham jak właściwie powinienem „Epidemia” ocenić. Czy dać się ponieść ciekawym melodiom i sprawnej, rockowej grze instrumentalistów? Czy może załamać się pod ciężarem tandety lejącej się z głośników za pomocą słów, wyśpiewywanych przez Rafała? Jeśli ktoś lubi granie łączące w sobie Comę, Soundgarden i trochę cięższego hałasu, może po ten materiał sięgnąć. Osobiście jestem zawiedziony, ale jeszcze raz podkreślę, że nie stroną muzyczną całego przedsięwzięcia. Quqa zawodzi jako nie do końca dopracowana forma, w której należy dokonać kilku zmian by było naprawdę nieźle…

Wiesław Czajkowski

Cztery

 

Trzy