SEDNO SPRAWY – Internal Damage/Syntezis

Są na świecie płyty, o których nie śniło się nawet filozofom, jednak w ostatnim czasie takich krążków jest jakby mniej. Znakiem czasów jest natomiast to, że bardzo dużo albumów jest po prostu dobrych. Paradoksalnie, jest to najtrudniejsza do opisania półka jakościowa; po płycie złej można „się przejechać”, płyta genialna sama przynosi słowa, którymi wyrażasz niekłamany zachwyt, a materiał dobry jest… dobry… No cóż, poniżej mała próba sprostania materii dwu „dobrych płyt”. Krótko i na temat.

Internal Damage „Age of Violence”(EveryDayHate) Internal Damage pochodzą z Sankt Petersburga i od sześciu już lat kroczą wyboistą ścieżką mocarnegIDo grind core. „Age of Violnce” to ich drugi album a pierwszy wydany przez polską stajnię EveryDayHate. Powiem szczerze – jak dla mnie jest to w tej chwili doskonały przykład zespołu i płyty, które mimo tego iż miażdżą to właściwie od samego początku jestem świadomy, że jest to proces bardzo krótkotrwały. Klasyczny, cholernie mocny grind po linii Squash Bowels, Brutal Truth z odrobiną death metalowych smaczków to przecież nic nowego ani zaskakującego. Owszem, można przy muzie zespołu zdrowo przywalić głową w ścianę, można dać ponieść się skocznym tempom i bardzo zgrabnie wkomponowanym w całość energetycznym rytmom, tylko przy całym szacunku jakim darzę takie granie, po kilku odsłuchach przychodzi refleksja, że tak naprawdę wszystko to kiedyś już było. „Age of Violence” to po prostu niezły kawałek, dobrze brzmiącego i mocno zagranego grindu. Tylko tyle i aż tyle. (4/6)

Syntezis „The Burial of the Sun” Nowoczesny metal to określenie, które mówi zarówno wiele jak i tyle co nic. Debiutanci z Syntezis uparli się jednak, by ich muzę nazywać właśnie mieszanką nowoczesnego thrashu i groove, co w sumie oddaje większość barw ich debiutanckiego krążka. Po dłuższej chwili spędzonej w towarzystwie „The Burial…” dopisałbym do listy inspiracji jeszcze melodyjny, techniczny death w stylu In Flames, Dew Scented a nawet dość odległe, ale Sjednak czytelne wpływy samych bogów metalu Death. Debiut Syntezis jako całość jest płytą, po której przesłuchaniu nie zostaje w głowie zbyt wiele. Poszczególne kompozycje mają momenty, sprawiające, że metalowe serca zaczną bić szybciej, ale nie udało się umiejętności gry przekuć w album, który wciągnie słuchacza dramaturgią i trzyma w napięciu. Efekt na dziś jest taki, że słuchając „The Burial…” więcej niż raz dopadnie nas refleksja, że zespół wpadł na pomysł fajnego riffu, ciekawie zaaranżował kawałek, ale po przesłuchaniu całości pomysły te wydają się być niczym innym jak bladą kalką tego co znamy pod pojęciem melodyjnego thrash/death. Syntezis to zespół, który ma spore umiejętności, potrafi grać, ale potrzebuje jeszcze dojrzeć i odnaleźć własne JA – wtedy być może uda się im zamieszać nie tylko na naszej scenie.

Wiesław Czajkowski

Cztery

 

Trzy i pół