SEDNO SPRAWY – Grzechy trzy

Poniższe trzy albumy łączą właściwie tylko dwie rzeczy – po pierwsze, w mniejszym bądź większym stopniu krążą one po granicach metalowego terytorium, a po drugie żadna z nich nie gościła na łamach Violence. Są one jednak na tyle wartościowe i interesujące, że grzechem przeciwko samemu Rogatemu byłoby o nich nie wspomnieć.

Zaczniemy od płyty, która ma najmniejsze szanse na jakiekolwiek zaistnienie, a przy tym wydaje się być pozycją co najmniej bardzo ciekawą. „All Symbols Are Swastikas” przyciąga już uwagę za sprawą szaty graficznej i intryguje tytułem, niemniej najbardziej interesująca jest oczywiście sama muzyka. Drought Year docenić trzeba przede wszystkim za odwagę. Najnowsza propozycja Amerykanów jest swego rodzaju hołdem złożonym The Angelic Process – słychać to bardzo wyraźnie w rozmazanych w drone’owo-shoegaze’owych plamach „Genuflect” czy „Serve That Which Serves You”, a przede wszystkim czuć charakterystyczną, wisielczą atmosferę, będącą jednym z wyróżnikiem twórców „Weighing Souls With Sand”. „All Symbols Are Swastikas” nie stroni od industrialnej rytmiki, a w takim „Pop Culture Reference” brzmią nawet pewne echa nowej fali. Dorzućmy do tego pojawiające się dość często, typowe dla black metalu skrzeki, by otrzymać jedną z bardziej ciekawych, krążących po okołometalowych rewirach płyt 2016 roku.a0760616643_10

Choć muzycznie jest bardzo odległa płyta od „All Symbols Are Swastikas”, do podobnej kategorii zaliczyć trzeba „Keräily” Atomikylä. Album ten powinien stanowić nie lada gratkę przede wszystkim dla wszystkich tych, którzy w mijającym roku zasłuchiwali się w nowych krążkach Aluk Todolo i Oranssi Pazuzu. Atomikylä proponuje płytę chyba jeszcze bardziej psychodeliczną, a przy tym nie uciekającą od metalowego ciężaru. W przeciwieństwie jednak do wymienionych, niekoniecznie z przedrostkiem „black”. Więcej tutaj jakby sludge’u, aczkolwiek poszczególne podgatunki metalu przechodzą między sobą bardzo płynnie. Generalnie jednak, to nie metal jest na „Keräily” najważniejszy. Znacznie większe znaczenie ma tutaj inspirowany kraut rockiem i psychodelią klimat, gwarantujący haj bez żadnych niedozwolonych środków. A raczej bad tripa, bo atmosfera „Keräily” nie należy do najbardziej sielankowych…a1632688382_10

Fani black metalu, zwłaszcza tego w nieco bardziej hipsterskim wydaniu, zapewne nie przeoczyli nowego albumu Ash Borer. Gubiąc znaną z wcześniejszych wydawnictw atmosferę lo-fi, zespół postawił na solidne – zwłaszcza jak na black metalowe standardy – riffowanie. Pod tym względem, jak i pod względem swoistej chwytliwości i melodyki, „The Irrepassable Gate” jawi się jako chyba najbardziej charakterna płyta w dotychczasowej karierze Amerykanów. Wiadomo, że chłopaki nie wyzbyli się kompletnie swoich korzeni, niemniej ewoluowali w zespół bardziej konkretny i… jakby bardziej na czasie. Prawdę mówiąc, znacznie mocniej łapię obecną, wyraźniej metalową drogę Ash Borer i prawdopodobnie dlatego „The Irrepassable Gate” nadal dość często gości w moich słuchawkach.a2800146884_10

W przyszłym odcinku pochylimy się nad albumami, które, choć zdają się być bardziej okopane na swoich gatunkowych pozycjach, nie są wcale aż tak dosłowne i oczywiste, jak na pierwszy rzut ucha mogłoby się wydawać.

Michał Fryga