SAVING GRACE – The Urgency (Facedown Records)

Nowozelandzcy podopieczni Facedown Records raczą nas już trzecim pełnym wydawnictwem. Muzyką, która zaspokoi gusta mniej wybrednych fanów agresywnego, mocno metalizowanego hc, jak i tych, którzy szukają odskoczni od bardziej pogmatwanego metalu. Innymi słowy, „The Urgency” Saving Grace to doskonały odmóżdżacz stworzony do prezencji na żywo i moshu bez opamiętania.

Trzynaście premierowych utworów ma na celu wynagrodzenie fanom dość długiej przerwy, jaka upłynęła od ostatniej wizyty w studio, jak i pokazać, że grupa ma niejeden pomysł na siebie. Cóż, owszem, ale nie jest to nic, czego nie pokazali by ich koledzy z – żeby daleko nie szukać – Antagonist A.D. Brzmieniowo w porównaniu do dwóch poprzednich albumów nie zmieniło się właściwie nic. To nadal modelowo nagrany i wyprodukowany, współczesny hardcore/metal z potężną sekcją rytmiczną i ostrymi gitarami, ale gdzieś tutaj brakuje tego hardcore’owego brudu, delikatnego niechlujstwa. Ja wiem, że to profesjonalny zespół, ale kiedy panowie w wywiadach głoszą przywiązanie do sceny hc, powinno to do czegoś zobowiązywać. Mimo to, obcowanie z „The Urgency” to niemal sama przyjemność – o ile taką chłostę można rozpatrywać w tej kategorii.

Trójka Saving Grace to najzwyczajniej kompletnie niezobowiązujące proste i niewymagające myślenia łojenie z doskonałym wokalistą i chrześcijańsko – wegańskim pierwiastkiem w tekstach. Muza napędzana blastem, klasycznym umpa-umpa oraz wbrew pozorom nie do końca przewidywalnymi breakdownami. Kto by pomyślał, że chrześcijanie są tak bardzo wkurwieni?

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy