SATAN – Un Deuil Indien (Throatruiner Records)

Zważywszy na nazwę francuskiej załogi, trochę martwiłem się o ich kreatywność, która przecież czasem bywa w muzyce przydatna. No bo Satan? Czy jest coś bardziej oczywistego? Niby to punk, a nie black metal (albo: bardziej punk, niż black metal), no i ten szatan w nazwie nie jest aż tak nudny, ale nie zmienia to faktu, że generalnie jest on wyeksploatowany do bólu i skoro pojawiły się już zespoły Natas czy Natas Loves You, to znak, żeby nie iść tą drogą.

Chyba, że ja nazwę źle interpretuję i nie jest ona skutkiem marnej wyobraźni muzyków, tudzież zwyczajnym pójściem na łatwiznę, a drobnym drogowskazem. W końcu muzycy sami o swojej muzyce mówią „opętany punk”. Fakt, punk Francuzów dosyć mocno zahacza o black metal czy grindcore  i podbiera z nich co najciekawsze kąski. Na „Un Deuil Indien” mamy więc 10 krótkich, trwających średnio minutę i trzydzieści sekund kawałków w których black metalowe riffowanie miesza się z blastami i opętanym krzykiem. Gdyby te utwory znacznie wydłużyć i urozmaicić, dodając trochę zwolnień oraz bardziej lirycznych fragmentów, mielibyśmy ładny, współczesny black metal. Satan lawiruje gdzieś na tej cienkiej linii pomiędzy wspomnianymi wyżej gatunkami. Ameryki nie odkrywają, chociaż dla poszukiwaczy bezwzględnej łupaniny „Un Deuil Indien” może się okazać strzałem w dziesiątkę.S band

Bo to sama esencja. Jeżeli ktoś nie lubi w black metalu tych spokojniejszych, bardziej transowych momentów; jeżeli ktoś nie przepada za hipsterskimi wynalazkami, a chce konkretnego strzału prosto w nos, w muzyce Satan wszystko to znajdzie. „Un Deuil Indien” jest płytą na tyle intensywną, że 17 minut to aż za dużo – w zasadzie nie ma tu ani chwili oddechu. Najspokojniejszymi utworami wydają się być „Terres Brûlées”, gdzie perkusja pojawia się dopiero w połowie, i dopiero tam zaczyna się jatka, oraz bujające, black’n’rollowe wręcz „Olympia Pleure”.

I w tym miejscu zakończę, uznając, że nietaktem byłoby pisanie przydługich wywodów na temat trwającej 17 minut płyty. Nowa płyta Satan muzyka jak czysty spirytus – nie dla każdego. I przyznam szczerze: nie dla mnie. Do „Un Deuil Indien” raczej nie wrócę.

Paweł Drabarek

Trzy i pół