SAMO – S1 (Czoło)

Wprawdzie to nie żadna nowość, objawienie nowego roku, tylko reedycja, ale strasznie cieszy. Ten unikatowy, bardzo trudny w odbiorze materiał wreszcie, po latach bujania się w otchłaniach Internetu, pojawił się w postaci płyty kompaktowej, opakowanej w piękny digipack. Bardzo zdradliwy, dodam, bo stonowana okładka kryje monstrum, które rozerwie głowy śmiałków, chcących zasmakować tego dania…

Historia SAMO sięga aż  2002 roku, kiedy w Lidzbarku Warmińskim Robert „Cypis” Gasperowicz, znany z metalowej pakiety Slashing Death, postanowił wcielić w życie diabła, który chodził mu po głowie. Pomijam tu wszystkie perturbacje, zmiany czy dema, bo interesuje nas rok 2004, kiedy w doborowym towarzystwie grupa rejestruje debiutancki materiał pod okiem niezmordowanego Szymona Czecha. Płyta, z racji małego zainteresowania wydawców (ale głupki, przyznać trzeba…) zostaje zamieszczona na stornie zespołu, po czym latami poniewiera się w czeluściach internetowego śmietnika. Tym bardziej cieszy, że teraz, wreszcie, możemy postawić sobie płytę na półeczce.

Najważniejsze jest jednak to, że materiał nie zestarzał się ani trochę! Nadal zaskakuje, nadal nie pozostawia obojętnym i nadal… jest absolutnie niezjadliwy dla każdego, muzycznego purysty. Wyrastając z post – kobongowej tradycji, nasączony maksymalnymi, hałaśliwie potraktowanymi gitarami, bijący po nerkach obniżonym strojem basu i perkusyjnymi aberracjami Wojtka Szymańskiego, materiał nie pozostawia nadziei na zbawienie. W zasadzie porównania do Meshuggah, Neumy czy innych etatowych łamaczy nie mają sensu. SAMO to odrębna liga. S1 jest cholernie brudny, zasyfiony i niejednoznaczny. Można napisać, że to mikstura noise i metalu, że jest tu szamański trans, łamany co i rusz niezrozumiałymi dla normalnego człowieka podziałami rytmicznymi. A jeśli nawet tu i ówdzie pojawi się akustyczna gitara czy normalny śpiew, to i tak zespół skupia się głównie na graniu „obok”. Trzeba niezłego przypadku, by w jednym miejscu zebrali się ludzie czujący dokładnie tak samo i mający podobne perspektywy. Ciekawe, że nawet trudniejszy pod względem formalnym materiał z „Plex Zero” jawi się jako bardziej uporządkowany i zdyscyplinowany. Możemy za to zabawić się w poszukiwania muzycznych niuansów, odniesień i fundamentów. I np. zauważyć, jak ewoluował styl perkusisty Wojtka, który aktualnie gra jazz w Organoleptic Trio.  Jeśli ktoś będzie uważny, to wychwyci np. w „Hate Me” rytmiczne pomysły, które później Wojtek przekuje na jazzowy feeling.

I na koniec najważniejsza kwestia – materiał „S1” ukazuje się w idealnym momencie, bo zespół zapowiada już nową płytę, która jest właśnie dopinana na ostatni guzik. Czyli dla każdego, muzycznego dewianta szykuje się niezły rok…

Arek Lerch 6