SABATON – Carolus Rex (Nuclear Blast)

Sabaton w krótkim odstępie czasu urósł z małego zespoliku nagrywającego dla Black Lodge Records do… nie bójmy się tego powiedzieć – heavy metalowego molocha. Jasne, że popularnością nie doganiają Rhapsody (Of Fire) czy tuzów z Helloween/Blind Guardian, ale prawdę mówiąc, po „Carolus Rex” najprawdopodobniej się to zmieni.

Nie trzeba być wielkim i oddanym fanem zespołu, by zorientować się, że grupa wypracowała sobie jeden sprawdzony patent na pisanie super przebojowych i nośnych utworów, które – co tym razem stwierdzam z przykrością – oryginalnością nie grzeszą. Cytowanie riffów Black Sabbath czy Deep Purple mogło im się przytrafić raz czy dwa, ale oklepywanie własnych patentów (żeby daleko nie szukać, całość „The Lion From The North”) zakrawa na niemoc twórczą. Nie, żeby te kompozycje nie sprawiały radości, bo kontakt z „Carolus Rex” jest tradycyjnie jak na ten zespół przystało, solidną dawką dobrego, melodyjnego (i uzależniającego) grania.  Jednakże na chwilę obecną porzucam nadzieję na eksperymenty w wykonaniu Sabaton i podobnie jak w przypadku krajan z Hammerfall, obawiam się, że już zawsze będę wiedział, czego się po nich spodziewać.

Jeśli jednak jest coś, co mogę zaliczyć in plus, to wokale producenta tego albumu i zarazem gwiazdy m.in. Pain – Petera Tagtgrena (m.in. „Gott Mit Uns”), wykorzystanie damskich chórków i w pewnym sensie mniej militarny klimat, co przełożyło się na fenomenalne wręcz brzmienie. Wojskowa atmosfera ustąpiła bardziej emocjonalnemu charakterowi, plastyczności i wolniejszym, ale budującym utworom. Ogólnie, „Carolus Rex” to rzecz znacznie spokojniejsza, i mimo, iż nie jest to wadą, to Sabaton sprawdza się w szybszych bądź średnio – szybkich utworach. Te wolne, włączając w to balladę (?) „A Lifetime of War” prawdopodobnie nie znajdą się w koncertowych setlistach  (może z wyjątkiem tytułowego i „Long Live The King”…), choć kto wie; nowy skład, nowe pomysły…

Recenzowałem wersję angielskojęzyczną, ale na tyle, na ile jestem w stanie powiedzieć z samych sampli w ojczystym języku Sabaton, bez wstydu świat mógłby cieszyć uszy szwedzką mową.

Ja będę.

Grzegorz „Chain” Pindor