SAAGARA – 2 (Instant Classic)

Nie sądzę, żebym szczególnie przesadził stwierdzeniem, że poprzedni rok to rok Wacława Zimpla. Zauważony przez szerszą publiczność, powiedzmy taką spoza tzw. „sceny”, dzięki bardzo dobrej „Lines”, za sprawą „LAM” – w moim odczuciu jeszcze lepszej – tylko zaakcentował i zaznaczył swoją pozycję. 2017 może być dla polskiego klarnecisty okresem równie dobrym.

Drugi album Saagary to po prostu świetna płyta. Kapitalnie brzmiąca, stanowiąca idealny przykład na to, jak łączyć dalekowschodnie inspiracje z momentami wręcz klasycznym podejściem do jazzu. To, co dzieje się w „Daydream”, to esencja stylu Saagary – krzyk klarnetu na tle świetnej, mantrycznej gry sekcji sprawia, że włoski na karku stają mi dęba. Mnóstwo, mnóstwo emocji. „Uprise” – tutaj jest podobnie, nagły wybuch mniej więcej w połowie jest po prostu fenomenalny. A to tylko pierwsze z brzegu przykłady jakie przychodzą mi do głowy – jak to się ładnie mówi za oceanem „all killers, no fillers”.

Kluczowy dla stylu Wacława Zimpla, właściwie niezależnie od projektu, jest swoisty minimalizm. Na „2” jest on jakby nieco mniej wyraźny, niemniej tegoroczna propozycja Saagary to materiał daleki od przeładowania. Podkreślić warto pewną warstwowość tej muzyki, sprawiającą, że równie intrygujące, co słuchanie wszystkich dźwięków, jest skupianie się na partii konkretnego instrumentu. W pewnym sensie każdy muzyk, każdy instrument, opowiada tutaj swoją historię, która jednak niemal zawsze zbiega się we wspólnym punkcie – najczęściej jest to przytaczany już „krzyk” klarnetu. Nie ma znaczenia, czy są to naznaczone dalekowschodnim duchem, wspomniany już „Daydream” czy podobny w strukturze „Spring Fever”, czy też nieco bardziej klasyczny „Lanes”, gdzie jedną z głównych ról odgrywa pianino. Saagara

No i oczywiście rytm. Pewnie, to partie instrumentów dętych nadają tej muzyce główny ton i to one – poniekąd – są najważniejsze, niemniej „2” nie byłaby tak dobra, gdyby nie mnóstwo życia, zaklętego w grze sekcji. Serio, nie mam wątpliwości, że to, co dzieje się w tej najgłębiej położonej warstwie, tętni życiem niczym najbardziej zatłoczone ulice Bombaju. Osoba Wacława Zimpla nie jest już co prawda postacią znaną tylko garstce wtajemniczonych, lecz rozpoznawalną wśród bardziej zorientowanych słuchaczy, niemniej „2” Saagary może być – a wręcz musi być – kolejnym krokiem akcentującym ogromny talent i wszechstronność muzyka. Nawet taki łysy kuc jak ja został zmuszony do docenienia tego materiału i radzę Wam szczerze, Wy też sięgnijcie po ten krążek jak najszybciej. Później będzie Wam najzwyczajniej w świecie przykro, że to kolega go Wam polecił, a nie odwrotnie.

Michał Fryga

Pięć