ROYAL THUNDER – s\t  (Relapse)

Jakiś czas temu przeglądając stronę Relapse jęczałem sam do siebie, że to nie był najlepszy rok dla wytwórni z Philadelphii. Jakoś nie za bardzo pasował mi kurs obrany na wydawanie kolejnych „objawień” opatrzonych etykietką doom/sludge. Lament trwał do momentu natrafienia w dziale zapowiedzi na nazwę  Royal Thunder…

Debiutancka EP-ka została pierwotnie wydana w roku 2009, jednak dopiero teraz ukazuje się z logo Relapse. Dźwiękowa propozycja tria z Atlanty to doom (a jakże)… ale rock. Dlatego, zamiast plującego ogniem wokalisty, za mikrofonem stoi obsługująca bas pani, a w miejsce lejącej się z głośników smoły otrzymujemy całkiem chwytliwe melodie.  Właśnie wokal wydaje się być elementem najbardziej przykuwającym uwagę, nadającym tej muzyce charakteru i wyróżniającym go spośród tłumu grajków. Zespół nie rezygnując z dusznego (materiał przesiąknięty jest duchem Black Sabbath…) klimatu, napisał kilka świetnych numerów, zagranych z naprawdę dużym polotem. Właściwie to na krążku nie znajduje się nic odkrywczego, co więcej, wszystkie te dźwięki zostały zagrane już wiele lat temu. To tylko siedem (plus intro) zajebistych, rockowych piosenek, które mogą zrobić wam dobrze. Płyta krótka, dlatego nie ma co się rozpisywać, lepiej usiąść w zadymionym pokoju i po prostu ją odpalić. Potem pozostaje czekanie na duży album (nad którym podobno trwają prace) i nadzieja, że Royal Thunder dalej będzie sypał swoimi „hitami”, nie popadając w doom‘ową „zamułę”.  Podsumowując, Relapse po raz kolejny zamknęło mi gębę, i to w sposób jakiego się najmniej  spodziewałem. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz…

Piotrek Sowa  5