ROTTEN SOUND – Species at War (Season Of Mist)

Kolejny mini album od fińskich specjalistów zabijania na wysokich obrotach. Dziewiąta w karierze ep – ka nie przynosi w zasadzie niczego rewolucyjnego, poza kolejną zmianą wytwórni. Można posłuchać.

Przełomowy, moim zdaniem, album Finów – „Murderworks” – ukazał się w 2002 roku i od tego momentu zespół walczy o to, by kolejne płyty dorównały temu majstersztykowi grindcore’a. W zasadzie walka trwa nadal, z różnym skutkiem. Poprzedni długograj „Cursed” był pierwszą płytą, która miała duże szanse, by zająć najwyższe miejsce na podium. Teraz znowu obserwujemy zwrot – nowy label i ośmio – minutowy krążek dla podkreślenia tej  kolaboracji/nowego otwarcia. Tak to rozumiem, bo muzycznie nie wnosi w zasadzie niczego nowego do wizerunku Rotten Sound. Owszem, jest masakrycznie, szybko, punkowo i szwedzko z brzmienia, czyli typowo dla tego bandu. Starałem się znaleźć wśród tych kilku dość standardowych (blasty plus punkowe napieranie…) kawałków coś ciekawego i zatrzymałem się na moment jedynie przy „Salvation”, który zwraca uwagę nieco bardziej przemyślanymi pomysłami aranżacyjnymi. Reszta – po staremu. Szybkość („Cause”), czasami nieco wolniej („The Game”), pojawi się też malutki, downbeat’owy groove („War”), głównie jednak zespół stawia na pęd i agresję, skumulowaną w nieco ponad minutowych strzałach w pysk.

Płytka jest dla mnie kontrowersyjna, bo nie daje żadnej nadziei na coś nowego w przyszłości. To po prostu Rotten Sound grający na swoim – wysokim, to przyznaję – poziomie, ale żeby zdobyć uznanie, na nowej płycie będą musieli mocno się sprężyć, bo tylko w ten sposób przebiją doskonałą trójcę w postaci „Murderworks”, „Exit” i „Cursed”, czego im oczywiście życzę…

Arek Lerch

Trzy