ROTTEN SOUND – Abuse to Sufffer (Season of Mist)

Pamiętam swój pierwszy kontakt z „World Downfall” Terrorizer. Słuchałem jej oczywiście z pirackiej kasety, na jakimś dwukasetowym „jamniku”. Jakieś 80% tej płyty wypełniała monotonna ściana dźwięku, z której niewiele sensownego byłem w stanie wyciągnąć. Ale był tam jeden moment, wstęp do utworu „Fear of Napalm”, gdzie perkusja fantastycznie zazębiała się z genialną partią basu. I ten fragment sprawił, że kaseta wracała do magnetofonu. No i w końcu, przy którymś tam przesłuchaniu zacząłem rozumieć po co oni tak w te bębny nawalają bez opamiętania. I tak początkowa niechęć przerodziła się w miłość, a potem już łatwo było przyswajać te wszystkie Carcassy, Napalmy i setki innych zespołów z gatunku grindcore.

Patrząc z pewnego dystansu, można się zastanowić po co właściwie sięgać po te „setki zespołów”, skoro płyt na miarę opisywanego powyżej „World Downfall” jest w gatunku kilka, może kilkanaście. Cóż, chyba w nadziei na to, że uda się jeszcze doświadczyć podobnej ekscytacji jak wtedy, kiedy ten gatunek był jeszcze czymś świeżym i nie ograniczonym przez definicje tworzone przez tak zwanych znawców. Nie jest to proste, skoro grindcore ma już trzy dekady na karku, ale nie jest też niemożliwe. Wystarczy wspomnieć ostatnia płytę australijskiego The Kill, kultowy już Insect Warfare, czy świetny Death Toll 80K. Czas jednak napisać, jak to wszystko ma się do Rotten Sound.RS band

Z twórczością Finów stykałem się już wielokrotnie, także przy okazji koncertów. Za każdym razem towarzyszyło temu wrażenie, że są zespołem niezwykle sprawnym i profesjonalnym, ale zawsze brakowało mi w ich muzyce tej iskry, która sprawia, że słuchacz dostaje małpiego rozumu. Nie inaczej jest w przypadku „Abuse to Suffer”. Ta muzyka jest niesamowicie intensywna, dobrze wyprodukowana i bardzo precyzyjnie odegrana, ale niewiele w niej szaleństwa, którego grindcore potrzebuje tak, jak kasjerka drobnych. Jest pasja i energia, ale nie tyle, żeby miało to komuś rozerwać głowę od środka. Stylistycznie Rotten Sound znajduje się gdzieś w połowie drogi pomiędzy starą (produkcja), a nową szkołą gatunku i na moje ucho najbliżej im chyba do Nasum. Choć słychać na „Abuse to Suffer” sporo starego death metalu (szwedzko rzężące gitary, czy przypominający twórczość Autopsy „Time for the Fix”), co z kolei przybliża ich nieco do współczesnego oblicza General Surgery.

Biorąc to wszystko pod uwagę, ciężko mi tę płytę skrytykować, bo w gruncie rzeczy to kawałek fajnej, zdrowej muzyki. Ucieszy ona na pewno tych, którzy czują niedosyt grindcore’a w swoim życiu i tych, których zachwyciły wcześniejsze wydawnictwa Finów. Ja wysłuchałem „Abuse to Suffer” z przyjemnością, ale nie znalazłem na niej niestety drugiego „Fear of Napalm”, od którego coś by mi się znowu poprzestawiało w głowie.

Michał Spryszak

Cztery