ROSK – Miasma

Czasami jest tak, że idziesz sobie na koncert, w sumie wiesz co będzie grało a i tak dostajesz olbrzymi strzał między oczy. Kupujesz płytę jeśli jest lub czekasz wkurzony jak w kolejce po numerek w przychodni NFZ o 6:30 rano, bo per saldo nie wiesz jak się cała akcja skończy. Dostaniesz ten cholerny numerek czy nie?

Lubię muzykę. Ciekawą; nawet jeśli słyszę w niej cały wagon inspiracji to w dalszym ciągu potrafię się nią jarać jak kościoły w Norwegii. Mimo, że będąc przede wszystkim muzykiem, mam problem z odbiorem „całościowym“. Zawsze już chyba będę selekcjonować instrumenty i wyłapywać niuanse czy wpadki. Z ROSK mam podobnie. Znajdę coś, żeby się przyczepić, na pewno. Ale staram się bazować na pierwszym wrażeniu (no, może z wyjątkiem Mastodon i Bolzer), a pierwsze wrażenie z odsłuchu „Miasmy“, to kopnięcie z półobrotu w twarz. Generalnie w mojej opinii chłopaki wpisują się w nurt post-black, ale nie dam sobie ręki uciąć, że nie jest to trochę spłycające określenie. Jest tu wszystko co lubię – niejasność i wściekłość rodem z Amenra, mrok i śnieżne ostępy Oranssi Pazuzu. I odpływające lodowe drakkary Wardruny. To jest tak dobre w warstwie emocjonalnej, że nawet drobne niedociągnięcia wykonawcze po prostu umykają.R

Jeden jedyny mój błąd (?) polega na tym, że znając Rosk z koncertów, nie umiem oddzielić ich muzyki od strony wizualnej, która jest niezwykle dopracowana. To zaskakujące ze strony tak młodego zespołu, ale jednocześnie pozwala z niecierpliwością patrzeć w przyszłość. Bo jeśli teraz, na początku drogi, tak się to wszystko zgadza, byłbym zaskoczony jeżeli w przyszłości będzie „gorzej“. Ufam, że może być tylko lepiej i ciekawiej. Myślę, że wraz z nabieraniem doświadczenia scenicznego i zwykłego, instrumentalnego, mamy szansę na kolejnych reprezentantów polskiego, tfu, metalu, obecnych z czasem na wszystkich ważniejszych scenach i nie tylko. I cholernie imponuje mi to, że postanowili wydać się sami. Tak trzymać, chłopy! Sprzedajcie tylko komuś licencję na jeden press winyla bo chcę to mieć na placku. Jak najprędzej!

Tomasz Yony Jobtè

Pięć i pół