ROADHOG – Dreamstealer (Thrashing Madness)

Thrashing Madness schodzi na chwilę z metalowych wykopalisk, aby wydać debiutancką płytę zespołu „na dorobku”. Zgodnie z linią programową wytwórni, Roadhog grają muzykę, która święciła triumfy, kiedy członków zespołu prawdopodobnie nie było jeszcze na świecie – czyli heavy metal w postaci czystej. Nie są to moje ulubione dźwięki (zawsze się tak tłumaczę), ale „Dreamstealer” jest ok i podoba mi się, bez silenia się na obiektywizm.

„Dreamstealer” sięga do faktycznych początków heavy metalu, czyli Iron Maiden z ery Paula Di’Anno, debiutu Angel Witch, wczesnego Grave Digger – wiadomo, o co chodzi. Nie unika przy tym potknięć formalnych, które większość debiutantów czyści i sterylizuje w studyjnym autoklawie. Nie mam zastrzeżeń do przyzwoitych, chwytliwych kompozycji i nośnych riffów, brzmienie również nie przypomina laptopowej superprodukcji. Zgrzyta mi niestety popsuty polskim akcentem angielski wokalisty, choć sama barwa mnie nie razi, taka muzyka wbrew powszechnej opinii nie potrzebuje diwy operowej. Dynamika siada niekiedy przez kanciastą grę perkusji, która nie współpracuje z galopującymi partiami basu a’la Steve Harris. Przy całym bagażu niedoróbek, podoba mi się „Dreamstealer” i wracam do tej płyty, choć w tej estetyce trzymam się na ogół żelaznego kanonu i za nowościami się nie rozglądam. Słyszę, że Roadhog mają potencjał niesiony dobrymi numerami i słyszę, że grają, bo kochają tę muzykę a nie dlatego, że chcą udawać Iron Maiden i podbijać stadiony.1270965_672967052791370_6778348694854028555_o

Prawdę mówiąc wolę heavy metal w postaci niedoskonałej formalnie ale energetycznej, niż komputerowo generowane symfonie, bajeranckie zdjęcia i fantazje o światowych trasach, do których drzwi otworzy wsiowy teledysk na YouTube. Na doszlifowanie warsztatu przyjdzie czas, a Roadhog już dziś piszą dobre piosenki, co dla debiutantów jest dużo ważniejsze. Jeśli nie stracą pazura i na następnym materiale utrzymają ten lekko piwiniczno-domokulturowy sznyt, ich drugiej płyty wysłucham z radością.

Bartosz Cieślak

Zdjęcie: Michał Wojtanek

Cztery