REX BROWN – Smoke on This… (Entertainment One Music)

Nie chciałbym być w skórze któregokolwiek z członków Pantery. Phil Anselmo i Vinnie Paul od lat swoimi gabarytami dorównują najbardziej pokaźnym ze znanych ludziom ssaków. Dimebag – wiadomo, procesy gnilne i inne ciekawostki, na myśl o których śledziona samoistnie podchodzi do gardła. Jest jeszcze Rex Brown, swą aparycją przywodzący na myśl połączenie anorektyka z narkomanem. Nieciekawie, prawda? A wszystkich wymienionych panów (z wyjątkiem Dimebaga, oczywiście) łączą nieustające pytania fanów o reaktywację Pantery. Podejrzewam, że Rex otwierając lodówkę z rana na produktach spożywczych widzi napisy “Vulgar Display of Power”, “Far Beyond Driven”, czy nieco rzadziej: “Cowboys from Hell”. Nie poczulibyście się sfrustrowani na jego miejscu? On definitywnie zszargał nerwy na tłumaczeniu setkom słuchaczy, że Pantera to temat zamknięty. Dlatego nagrał solowy album. Co by udowodnić, że muzycznie na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Pantera to zespół wywodzący się z Teksasu – jednego z najbardziej specyficznych punktów na mapie USA. Zamiłowanie mieszkańców tego stanu do szeroko pojętego kiczu i cepelii jest wprost proporcjonalne do ich patriotycznych pobudek. Rex to nie wyjątek. Nie wiem wprawdzie, czy w wolnych chwilach głosi nacjonalistyczne hasła, ale ciągnie go do przedpotopowych rozwiązań. Na szczęście, Brown doskonale wie, co robi. Zawartość “Smoke on This…” jest przeładowana przaśnym do granic dobrego smaku hard rockiem. Rześkie niczym kąpiel w wodospadzie riffy, hammondowe szaleństwa i barwa głosu w stylu “gimme another beer” mówią same za siebie. Niegdysiejszy gracz Pantery doskonale wie, jak połączyć te wszystkie elementy ze smakiem, by mimo ryzykownej taktyki, wyjść z całości obronną ręką. Atakujący zewsząd rytm “Crossing Lines” już od samego początku może wzbudzić mieszane uczucia. Ta jazda na wyjątkowo frywolnym riffowaniu i wesołkowatym groove niekoniecznie musi znaleźć setki tysięcy fanów, ale spokojnie sprawdzi się na wszelkiej maści festiwalach. Bo chyba w tym celu stworzono “Smoke On This…”. Przecież oczywistym jest, że to nie koneserzy art-rocka rozpłyną się nad tym albumem. Ale spokojnie – fani Pantery również nie. Rex za cel obrał sobie zupełnie inną ekspresję i nastawienie do gniewu, który spływał z propozycji legendarnego kwartetu z Dallas. Stoicki spokój do bólu amerykańskiego “Buried Alive”, iście barowe solówki w tymże, wymienna praca ciężkich tąpnięć i akustycznych muśnięć – wszystko to znamy już od dawna. Mnie cieszy ten obrót spraw, gdyż wcale nie wymagałem od Rexa czegoś, co zdefiniowałoby go na nowo. Chciał nagrać na wskroś jurny hard rock i jak najbardziej mu wyszło. Jeżeli jeszcze nie jesteście przekonani, włączcie “Train Song”, w którym gęstwina szorstkiego riffu tworzy bazę całego utworu. Albo “Fault Line” – urzekającą balladkę, w sam raz na mozolną podróż Pontiakiem Firebirdem po zakurzonych szosach Route 66. Podarte jeansy, flanelowa koszula, komiczny kapelusz – ten ubiór zdecydowanie pomoże wam w zrozumieniu mocy tego przepięknego numeru.RB

“Smoke On This…” to całkiem przyjemna płyta. Już dzisiaj wiem, że na 100% nie podbije mojego podsumowania roku 2017, już dzisiaj wiem, że prędzej czy później o niej zapomnę. Ale czy to ważne? Liczy się to, co teraz. A teraz chcę nałożyć kowbojki i czym prędzej wybrać się w długą podróż do Dallas. Ze “Smoke On This…” w uszach – rzecz jasna.

Łukasz Brzozowski 

Cztery