REPULSIVE AGGRESSION – Conflagration (Schwarzdorn Production)

Coś ostatnio rzadko zaglądam do działeczki death metalowej i jeśli już mi się to zdarza, staram się trzymać tych bardziej nienormalnych produktów, które raczej nie pozostawiają człowieka przy zdrowych zmysłach. Klasyczny death troszkę mi się znudził. Jednak, dla sportu, od czasu do czasu można zanurzyć się w ten jakże przyjazny światek.

Norwegowie z Repulsive Aggression byliby nieźle wkurwieni, czytając te słowa. Bo nie wątpię, że cała otoczka, teksty, klimat tej płyty mają sugerować, że jej twórcy są niespełna rozumu zombiakami, wyłażącymi z otaczających Oslo lasów (są takowe?) i pochylającymi się nad upadającą ludzkością. Jest to dość powszechna przypadłość, dlatego pomijam takie kwestie estetyczne.

Muzyka, jaką preferuje Repulsive to death metal stylowy w riffie i nowoczesny w aranżacji. W zasadzie, często słychać tu manierę deathcore’ową, szczególnie w tych charakterystycznych, wolnych i moshowych partiach, nasączonych lekko thrash’owymi naleciałościami. Na szczęście, jest to drobny dodatek do całkiem sprawnej technicznie, śmiertelnej młócki. Zastanawiam się tylko, czy RA nie przesadzili z wpychaniem do swojej płyty wszystkich pomysłów, na jakie trafili na muzycznym śmietniku; miejscami nie wiem, czy mam do czynienia z nabuzowanymi, metalcore’owcami czy mało ortodoksyjnymi death metalowcami. Jest to oczywiście dylemat godny rodzimych piewców stylistycznej poprawności. Dla innych, mniej ortodoksyjnych fanów metalu, będzie to kawał porządnie zagranej, niemiecko precyzyjnej i norwesko zawziętej muzyki.

Repulsive Aggression świata nie zawojuje. Ba, nie zawojuje nawet Europy, bo zwyczajnie jeszcze siebie nie wymyślił. Na samych, sprawnych patentach daleko nie zajdzie a niczego „tylko własnego” jeszcze nie przedstawia. Dlatego na razie można ich traktować jako smaczny, ale mało kaloryczny przerywnik i odmóżdżacz, który szczególnie dobrze sprawdzi się po całym dniu z łbem wepchniętym w ekran komputera. Na więcej nie ma co liczyć.

Arek Lerch