REFUSED – Freedom (Epitaph/Sonic)

Jest takie popularne powiedzenie, w myśl którego lepiej, żeby mówili o kimś źle, niż nie mieliby mówić wcale. W tym kontekście nowe, pierwsze po siedemnastu latach, dzieło reaktywowanego Refused już zasłużyło na laury. Bo mówi się o nim dużo i to bardzo różnie. Starzy fani kręcą nosami, młodzi adepci mocniejszej muzy wolą wstrzymać się od głosu, żeby bardziej doświadczeni koledzy nie zgromili. Czy zatem powrót Refused był potrzebny? To trudne pytanie, tak samo jak to, czy czy warto zainwestować mamonę w płytę „Freedom”? A może hasło „Refused are fucking dead” powinno być nadal aktualne?  Być może odpowiedź poznacie po przeczytaniu poniższej dyskusji…

Arek: Zanim przejdziemy do samej muzyki, chciałem się na momencik skupić na socjologicznej otoczce i histerii towarzyszącej nowej płycie. Bo czytając opinie ludzi na forach, zastanawiam się, co tak po prawdzie zespół miał zrobić? Zmienić nazwę? Wiadomo, że błędem było rozwiązanie po nagraniu najlepszej płyty „The Shape of Punk to Come” i lepiej byłoby, gdyby rozwiązali się po nagraniu np. kiepskiej płyty. Z drugiej strony – nigdy wszystkim nie dogodzisz. A nie sądzę, że teraz liczą tylko na kasę…

Grzesiek: Temat pieniędzy powinien być poruszany każdorazowo, kiedy schodzili się, aby szybko zapełniać sloty na festiwalach. Wiesz, ten band szybko, przynajmniej ja to tak widzę, sprzedał swoje wartości sprzed lat i teraz szuka wymówki na to, aby dalej grać i inkasować po trzydzieści i więcej tysięcy euro. Nie zabraniam im zarabiać, ale stawiam znak weta w chwili gdy wmawia się ludziom, że to jeszcze jest hardcore, a tym bardziej punk.

A: Myślę, że stawianie słowa punk obok Refused zawsze będzie wzbudzało emocje. Takie czy inne. A przecież oni z punkiem rozstali się już dawno. Przynajmniej muzycznie. Do głowy im nie zajrzę a narzekanie nastoletnich, punkowych malkontentów mnie drażni…

G: Wiesz, sam termin punk mocno się zdezaktualizował. A co, jeśli dla nich to, co teraz robią to nadal punk? Wydaje mi się, że błędnie postrzegamy ten zespół przez pryzmat przeszłości, typu koncertowanie z Judge i innymi kapelami, a dłubaniem na boku jak najbardziej połamanego materiału, który w końcu doprowadził do (słusznego?) rozpadu.

A: No właśnie – tak jest postrzegany? Jako legenda i dlatego oczekiwania są moim zdaniem karykaturalnie nadmuchane. Bo z jednej strony oczekuje się czegoś na kształt „Shape pt. II”, z drugiej wymaga od nich żeby nadal byli nastoletnimi wojownikami. To chyba problem wszystkich bandów, które coś tam namieszały, rozpadły się i potem wróciły. Czyli lepiej gdyby zmienili nazwę?

G: Nie. Lepiej, gdyby nie ciążyła nad nimi taka presja. Bańka oczekiwań nadmuchiwana była od czasu pierwszego zejścia, a potem – sam wiesz jak się to potoczyło. A raczej słyszysz. Ale słuchaj, dzieli nas kilka ładnych lat i nasze rozumienie punka czy hc jest mimo wszystko inne, a chyba obaj potrafimy wspólnie dojść do jednej zasadniczej konkluzji, że nie tęskniliśmy za Refused. To chyba w całym tym zamieszaniu rzecz najsmutniejsza.

A: Ok, nie tęskniłem, bo w muzyce dzieje się tyle, że trudno pozostawać wiernym określonym zespołom, ba, nawet gatunkom. Ok, może jestem już stary i dlatego tak mówię. Jednak – z drugiej strony – jestem miękki i staram się dać szansę każdemu, kto chce ją wykorzystać. Dlatego zadaję pytanie – czy autentycznie nie można z tej płyty wycisnąć niczego fajnego? Bo może powiem tu rzecz niemal bluźnierczą, ale tej płyty słuchało/słucha mi się całkiem miło. Czy kamienie przygotowane?

G: Nie. Bo z mojej strony wygląda to podobnie. A wiesz co w tej płycie jest najlepsze? Tytuł. Bo odzwierciedla zawartość płyty. Jasny gwint…

A: Być może komuś się narażę, ale może jest tak, że ludziska narzekają, bo sami chcieliby taką płytę nagrać? Bo ja słyszę tu zdecydowany luz i w zasadzie brak ciśnienia. Gdyby chcieli, mogliby bardziej dołożyć do pieca. Ale oni chcą po prostu GRAĆ. Czy „tylko” muzyka to za mało?

G: A chciałbyś buntowniczej otoczki i przeklinania świata? Ja nie. Ja tu słyszę sporo dobrej zabawy dźwiękiem, kilka mocniejszych fragmentów dla pamiętających „New Noise” i wycieczki w stronę… No przecież wiesz.

A: Właśnie – zabawa. Może to jest klucz do tej płyty. Oderwanie od kontekstu, sceny, oczekiwań. Czysta muzyka. Tylko czy to jest dzisiaj możliwe?232-refused-by-dustin-rabin-2679

G: Odpowiedź zawarta jest w blisko trzech kwadransach. Pytanie tylko, czy aby ta zabawa w niektórych momentach nie jest zbytnio … przekombinowana. Ten miszmasz, choć przyjemny, może przy pierwszym odsłuchu mocno zniechęcić.

A: Ale z innej strony – przecież „Shape…” też spotkał się z różnym przyjęciem, szczególnie na początku…

G: Tak różnym, że potem wychwalanym pod niebiosa za wprowadzenie rytmów niczym z techno, peanów na cześć mistrzostwa w kreacji suspensu, a przy okazji Ci co płyty nie zrozumieli, skreślili ją, ponownie za wolność. Dla mnie ten album pokazał dużo i chyba nawet za dużo. „Freedom” ma zadatki na bycie dzieckiem urwisem tamtej płyty.

A: No właśnie… Może teraz naciągam temat, ale słyszę tu mimo wszystko starszych panów, co mogą wiele, ale grają tak jak im pasuje, bez oglądania się na boki. Nie ma tu na pewnie niczego, co można by nazwać schlebianiem jakimkolwiek gustom, czy oczekiwaniom… i to jest zaleta.

G: A na nowej płycie Faith No More to też zaleta? Bo tutaj słychać echa Pana Pattona…

A: Schemat dla mnie jest podobny – panowie sobie grają bo chcą. Tyle, że lepiej mi wchodzi jednak Refused, bo bliższy alternatywnemu myśleniu. Inna sprawa, że jakimś strasznym fanem FNM nie byłem nigdy… Echa? Może…

G: To zapytam wprost, co we „Freedom” podoba Ci się najbardziej. Nie zasłaniaj się luzem.

A: Połączenie piosenkowej aury z alternatywą i kompletny brak hardcore’a….

G: „Elektra” nie jest hardcore’owa? Sądzę, że celowo ten numer wybrano na singiel. Starzy słuchacze mogli sobie przypomnieć, jak ten band brzmiał kiedyś.

A: Abstrahując od szerokości pojęcia „hc”, obstaję przy tym, że płyta nie jest hardcore’owa. Takie mam zdanie. Jest alternatywna i to słowo mi tu pasuje. A jeśli już szukać przesterów, to bardziej w stronę metalu, co zresztą już tej płycie zarzucano.

G: Metalu? No nie wiem, W którym momencie?

A: Pewne aspekty brzmieniowe i niektóre riffy. Mówiłem, że zarzucano, a nie, że ja zarzucałem. Dla mnie ta płyta jest dojrzała i osadzona. Choć może nie dojrzała, bo dojrzali już byli kiedyś. Dorosła. Po prostu…

G: Dorośli też popełniają błędy. Sądzisz, że „Freedom” to album kompletny. Bez wpadek?

A: Na pewno jest bardzo zróżnicowany, co jest zaletą bo nie znoszę płyt, wobec których używa się straszliwego eufemizmu „spójna” czy „jednorodna”. Są rzeczy lepsze, są gorsze. Na dzień dzisiejszy nie do końca pasuje mi np. „Francafrique” za ten nieco pokraczny, funkowy puls. Podoba mi się za to unoszący się – w moim mniemaniu – nad płytą nieco „rollinsbandowy” klimat.

G: O tym utworze chciałem napisać. Dziecięcy chórek na początku brzmi mocno infantylnie, poza tym, te trąbki – bezsens. No i zasadniczo, jak na tenDustin Rabin Photography, Refused, Dustin Rabin band, gdyby nie ten quasi-refren, to jest to rzecz, ja pójdę o krok dalej, trochę toporna i nagrana siłę. Obyło by się bez. Prawda?

A: Racja. Ogólnie – jest to płyta, bez której świat nie stałby się gorszy, ale – co podkreślam – słucha mi się jej bardzo przyjemnie i znajduję tu kilka interesujących wątków. Chociażby westchnienie za najlepszym wcieleniem Henry’ego (śmiech).

G: To może podsumujmy krótko. Warto wydać nań te kilkadziesiąt złotych?

A: A Ty, bankier, ciągle o pieniądzach…

G: Stare nawyki ze studiów. Ty pewnie tego nie pamiętasz (śmiech).

A: Nie. Ale żeby nie było, że się wymiguję – można wydać. Nie są to pieniądze wyrzucone w błoto, choć w zestawieniu najlepszych albumów AD 2015 raczej Refused się nie znajdzie. Czy musimy być jednak skazani na słuchanie tylko tych płyt, które w czyimś subiektywnym mniemaniu są najlepsze?

G: Zdecydowanie nie. Dlatego nasza redakcja jest tak zróżnicowana. Ale o tym może innym razem. Jeszcze wyjdzie na to, że czytanie opinii kolegów po piórze mija się z celem i cała ta robota na marne. Tyle płyt nas przecież omija. To co, kiedy powtórka?

Komentowali Grzesiek „Chain” Pindor i Arek Lerch

Zdjęcia: Dustin Rabin