REALMBUILDER – Fortifications of the Pale Architect  (I Hate Records)

Na domowej półce kiszę debutancki album Amerykanów z Realmbuilder. W sumie sam nie wiem po co, bo „Summon the Stone Throwers” to poprawny, ale mimo wszystko dość przeciętny, epicki heavy metal, którego żaden epigon nie zagra tak, jak mistrzowie gatunku trzydzieści lat temu. A do tego do uczty z drugim albumem grupy zachęca nas obrazek kojarzący się z tym, co właściciele popularnych „atarynek” mogli zobaczyć na ekranie emulowanego telewizora przeszło dwie dekady wcześniej.

Mimo to zespół zaczyna obiecująco od dynamicznego, napędzanego fajnym solosem „Highwayman”, który całkiem fajnie poruszą się pomiędzy klimatami Manilla Road, Cirith Ungol i pierwszej płyty Manowar. Może nie jest to szczyt heavymetalowego kunsztu, ale wyłączając kwadratowe zagrywki perkusyjne cała reszta się zgadza i całkiem mile skłania do rytmicznego potrząsania wyliniałą grzywą. Niestety gorzej jest już od drugiego na liście utwory tytułowego. „Fortifications of the Pale Architect”, poza znakomicie harmonizującą końcówką, po prostu nuży i demaskuje największą bolączkę Realmbuilder – wokal. Generalnie cały czas bębniący w gary Czar maskuje się za instrumentami i trudno wychwycić, że jest to niezbyt udany element płyty. Wydaje się, że linie same w sobie mają potencjał i można je z zadowoleniem nucić przy goleniu, ale pełnokrwisty wokalista z pewnością znacząco podniósłby walory całego albumu. Potem jest bardzo różnie, bo mamy i nijakie „Old Savage” i ciągnące się bez wyraźnego celu „Ascend to the Glass Kingdom”, ale także zadziorne, heavy metalowe „Iron Wheels of the Siege Machines”, bawiący fajną harmonią i – o dziwo! – niezłym wokalem „A Conflict Between Dueks”, czy zamykające płytę nierówne „The Stars Disappeared from the Sky When We Uncovered the Bones of the First Gods”, w którym pobrzmiewają echa twórczości Cathedral i My Dying Bride. Jest tu zatem wszystko, co mieści się w epickiej, heavy metalowej klasyce, tylko brakuje szlifu tej dość szlachetnej formy. Z pewnością nie można się przyczepić do solowych popisów Halberda, ale same kompozycje i napędzająca sekcję perkusja wymagałyby kilku poprawek i zatrudnienia pełnoprawnych członków zespołu, co odciążyłoby Czara od zabaw z mikrofonem.

„Fortifications of the Pale Architect” to przeciętny album, na którym tak naprawdę nie znajdziecie utworu, który urwie Wam dupę. Jest tu kilka momentów, które naprawdę błyszczą, ale niespodziewane zachwyty bardzo szybko ustąpią znużeniu powielanych progresji akordów i ciągnących się, jak gluty z nosa riffów. Niby niewiele brakuje do uznania płyty za niezłą, ale Realmbuilder nieubłaganie ogląda plecy nie tylko mistrzów, ale także zespołów z drugiej ligi. Wydaje mi się, że tak raczej zostanie.

Dooban