RAGEHAMMER – War Hawks (Mythrone Promotion)

Ragehammer to młoda stażem polska grupa wokalno-instrumentalna grająca gatunek muzyki popularnej potocznie zwany metalem. To także młot w ryje tych, którym wydaje się, że wymyślenie nazwy kapeli jest trudną sprawą, wymagającą wielotygodniowych dyskusji i burzy mózgów na każdej próbie. Pisanie pamiętników zostawmy sobie na inną okazję, przysłuchajmy się zaś słodkim dźwiękom generowanym przez niepiękny kwartet z Krakowa.

Na pierwszy rzut oka w kierunku – skądinąd świetnej – okładki „War Hawks” wydawało się, że to materiał z gatunku tych, co to recenzują się same. Tym bardziej, że sam zespół dobitnie zdefiniował punkty orientacyjne, wymieniając w promo-ulotce min. Von, Impaled Nazarene, Nifelheim czy Deströyer 666. Szablon recenzji „Generic Fenriz-metal Oldschool Propaganda” okazał się tym razem nie dość przystający, ku uciesze niżej podpisanego. Zamiast zapisu czynności autoerotycznych inspirowanych zdjęciami Sarcofago, Ragehammer proponuje pięć solidnych ochłapów black/thrash metalu, za którym przepadałem dekadę temu, więc od razu czuję się młodszy. Antymuzycznego łomotu Von tu raczej nie uświadczycie, punka zaś jest tyle, ile jest go w thrash metalu generalnie. Moim skromnym zdaniem „War Hawks” pobrzmiewa echem rozkwitu sceny australijskiej, która z powodzeniem łączyła „epicką”, heavythrashową melodykę z blackmetalową zasmażką. Przypuszczam, że w czasach, kiedy nawet Azarath po ostatniej płycie zostali uznani za zdrajców rasy, słowo „melodia” działa odstraszająco na młodych adeptów kultu czaszki, ale Ragehammer czuje tę samą wibrację, która decydowała o zajebistości wczesnych nagrań Deströyer 666 czy Gospel of the Horns. Clou wieczoru stanowią świetnie dobrane, wpadające w ucho riffy, zlepione w składne, przemyslane kompozycje i przyprawione wściekłym wokalem znanego (albo i nie znanego) z Exmortum Hellstörma, tu z metalowym umlautem w ksywie. Jak na demo startującej kapeli metalowej to zdecydowanie wystarczy i znakomicie rokuje na przyszłość.

„Markowi Złotnickiemu za zajęcie pierwszego miejsca, niech ma na zachętę” – może i nie jest to jeszcze ten etap, na którym Ragehammer wytrzaskałby mnie po twarzy, ale odsłuch „War Hawks” nie był czasem zmarnowanym, a nazwę zapamiętam nie tylko ze względów towarzyskich. Jeśli ktoś z czytelników dzieli końcówkę wypłaty między wydawnictwa Nuclear War Now! i Hells Headbangers, zdecydowanie sugeruję wysupłać tę dychę na profesjonalnego CD-Ra, który na osiemnaście minut pozwoli zapomnieć, że świat jest piękny, a ludzie – dobrzy z natury. Ugh!

Bartosz Cieślak