QUEENS OF THE STONE AGE – s/t (Domino/Rekords Rekords)

Reedycja pierwszego długograja Królowych to efekt współpracy Brytyjczyków z Domino Records z wytwórnią Josha Homme’a. W kontekście narodzin tworu pt. Kyuss Lives! rzecz może troszkę kontrowersyjna, jednak posiadanie tej dość trudno dostępnej płyty jest obowiązkiem dla każdego fana poważnej, rockowej sztuki. Tym bardziej cieszy, że wydawcy nie wpadli na dość popularny i jeszcze bardziej szkodliwy pomysł zmiany oryginalnej okładki. Kultowej niemal tak samo jak muzyka…

To nie będzie normalna recenzja, analitycznie przekopująca się przez czeluście krążka. Dlaczego? Bo opisywanie rzeczonej płyty jest równie sensowne jak ponowna analiza „Master Of Puppets”, „Paranoid” czy „Led Zeppelin”. Ok., może przesadzam z porównaniem debiutu zespołu Homme’a  do klasyków światowego rocka, jednak niewątpliwym faktem jest, że pierwsza płyta Queens Of The Stone Age to dzieło wybitne i jako takie ma swoje niepodważalne miejsce w annałach muzycznej historii.

Dzisiaj, kiedy z dużym sentymentem wracam do tych nagrań, uderza mnie intensywność muzyki a przede wszystkim niesamowita dbałość o gitarowy riff, który nigdy nie był tak wyrazisty. Każdy kawałek to dzieło sztuki a jednocześnie bardzo wyluzowany kawał ostrego napierania w pustynnym klimacie. Na zawsze pozostaną w głowie genialne melodie „Regular John”, ukłony w stronę starego rocka z lat 70 – tych w „You Can’t Quit Me Baby” czy z trudem ukrywane fascynacje Black Sabbath wyzierające z „Mexicola”. Każdy fragment płyty to wspomnienia a jednak najfajniejsza jest ponadczasowość muzyki Homme’a. Tu nic się nie zestarzało i nadal można poczuć żar pustyni na twarzy. Sprawdzałem muzykę w bardzo różnych, ekstremalnych warunkach – mróz, upalne słońce, rajdy samochodem po polskich bezdrożach (bo przecież o drogach mówić nie wypada…) i jako ukojenie po ciężkim dniu pracy. Zawsze smakuje przednio i wyzwala pozytywną energię. Taka płyta jest marzeniem każdego muzyka. Nie dziwię się, że Homme ma gdzieś zabawy w reanimacje trupa, skoro podpisał się pod TAKIM dziełem. Tego nikt mu nie zabierze.

Ok., dość sentymentalnych smutów. Na koniec wspomnę tylko, że reedycję wzbogacono o trzy nagrania – pochodzące ze splitu z Beaver „The Bronze” i „These Aren’t Droids You Looking For” oraz „Spiders and Vinegaroons” z kazirodczego krążka dzielonego przez Kyuss i Queens… Przyjemnych wspomnień.

Arek Lerch