QIP – On Ephemeral Substrates (Arachnophobia Records)

Im więcej czytam i piszę recenzji, tym bardziej doskwiera mi doraźność opinii, cudzych i własnych. Wiadomo, dziś trzeba reagować szybko, być pierwszym, bo kolejka nowości rośnie. Może więcej sensu miałoby recenzowanie zeszłorocznych premier i podsumowywanie lat ubiegłych? Płyta (no, może nie każda) musi się uleżeć tak, jak uleżał mi się „On Ephemeral Substrates”, na który dwa miesiące temu narzekałbym znacznie bardziej. A dziś nawet pochwalę.

W latach 90. Maciek Pasiński liderował zespołowi Sirrah, co dla oceny qip nie ma żadnego znaczenia. Znaczenie ma za to, że na przełomie stuleci z gotycko-metalowego ponuraka wykluła się efemeryda zwana TheMANcalledTEA. Ta sczezła zanim na dobre rozwinęła skrzydła, mimo to byłem i jestem fanem połączenia Fantomas i industrialnego metalu, zawartego na jedynym materiale Pana Herbaty, „Sketchpad #1”. Sam twórca może się dystansować od porównań i rzeczywiście, qip i TheMANcalledTEA dzieli więcej niż tylko 15 lat przerwy… Ale z drugiej strony łączy więcej niż dziwne nazwy. „Notatnik” cierpiał z powodu chałupniczej, pecetowej produkcji, która może i urok miała, ale kotwiczyła materiał jako półamatorskie demo. „On Ephemeral Substrates” powstawał w warunkach domowych, ale daleko mu do zgrzebności. Doświadczenie i umiejętności to jedno, ale dopiero obecna dostępność sprzętu i oprogramowania sprawia, że projekty takie jak qip mają wreszcie szansę zabrzmieć przyzwoicie przy obranej metodzie pracy.qip-b

A brzmi qip lepiej niż nieźle. Nie jest to studyjna superprodukcja, ale ten materiał jej nie potrzebuje, a ograniczenia „home recordingu” podkreślają fajny, „sterylny” charakter płyty. Mało dołów, wyciągnięte w miksie gitary, automat, który nie imituje prawdziwej perkusji, sample i syntezatory – wszystko to brzmi jak podstarzałe, ale smakowite metalowe elektro-retro z lat 90. Takie, w którym miesza się death metal, Red Harvest (no, powiedzmy…), a nawet starsze projekty Devina Townsenda (patrz: wstęp do „Millenium Way”). Tym, co najbardziej zgrzyta mi na „On Ephemeral Substrates” jest typowo deathmetalowy growl. Muzycznie płyta jest mimo wszystko bardziej metalowo-riffowa niż elektroindustrialno-syntezatorowa, mimo to w moim odczuciu wokal mocno odstaje od całości. Tym bardziej, że w miksie został wypchnięty na tyle, że wręcz przykrywa wszystko poza terkotem perkusji. Może to kwestia  przyzwyczajeń, ale dłuższą chwilę musiałem się przegryzać z tą osobliwą mieszanką, którą w pierwszym odsłuchu odrzuciłem. Po czasie doceniłem pomysł, realizację i tzw. olewkę na gatunkowe wymogi, jednak wciąż twierdzę, że z inną – lub bardziej urozmaiconą – interpretacją wokalną „On Ephemeral Substrates” tylko by zyskał. Choćby drugi wokal w „Discarded Specimen” wpuszcza trochę świeżego powietrza, czemu nie uchylić tego okna szerzej?

Oczywiście, komuś innemu taka wizja i wykonanie mogą bardzo odpowiadać. Przychylnych reakcji na debiutancki album qip nie brakuje, te chłodniejsze świadczą o wyrazistości materiału, który nie w każdy gust utrafi. Mimo zastrzeżeń polubiłem się z „On Ephemeral Substrates” i jego koncepcją, uroczą jak cały stary cyberpunk. W tej chwili bardziej ciekawi mnie co będzie dalej z qip. Nie wiem jak przyszłość, ale teraźniejszość nie należy już do megatrendów i globalnych gatunków, a do małych, autorskich projektów rzeźbiących w mniejszym lub większym oderwaniu od tzw. scen.

Bartosz Cieślak

Cztery i pół