PUBLICIST UK – Forgive Yourself (Relapse)

Niedawno, przy okazji jednej z lokalnych koncerto-imprez prowadziłem z pewnym obywatelem miasta Białystok ożywioną rozmowę na temat dorobku Duran Duran. Moje stwierdzenie, że jest to „zespół jednej genialnej płyty i masy fajnych kawałków rozsianych po pozostałych, takich-sobie albumach” wywołało w koledze konsternację i pewien opór. Pomyślałem, że wciąż trapi nas przekonanie, że wyławianie numerów-perełek z całości to domena „słuchaczy radia”, a dojrzały odbiorca słucha, analizuje i ocenia całe albumy. Tymczasem album to przecież zazwyczaj suma jego składowych, czyli dobrych albo słabych piosenek. Są zespoły – niekoniecznie te popowe wynalazki jednego sezonu – które pamięta się przede wszystkim za „singlowe hity”, weźmy pierwszy z brzegu The Ramones.

Te przydługie rozkminy prowadzą mianowicie do prostego wniosku, że Publicist UK wypada najlepiej „oceniany” pod kątem samych piosenek. W szerszym kontekście wygląda to na pierwszy rzut oka słabo – ot, kolejny wspólny projekt muzyków, których macierzyste zespoły bardziej znamy z widzenia niż ze słyszenia (z wyjątkiem Dave’a Wittie z nieodżałowanych Discordance Axis i Burnt By The Sun). Muzycznie „Forgive Yourself” to natrętna stylizacja na podbijany cięższymi riffami protogotyk/post-punk z wokalistą dysponującym aksamitnym barytonem a’la Stuart A. Staples i Peter Murphy w jednym. Czy świat potrzebuje w tym roku kolejnej nowej płyty Beastmilk pod jeszcze inną nazwą? Czy ktoś poza red. Lerchem nadąża jeszcze za kolejnymi debiutantami typu Iceage, Cold In Berlin, Eagulls? Czy Interpol i Editors nie zajeździły już przypadkiem tej szkapy kilka lat temu?Publicist band

Patrząc w ten sposób, nie ma co zawracać sobie głowy jakimś brytyjskim publicystą. A jednak warto odpalić „Forgive Yourself” i docenić ten zbiór fajnych i bardzo fajnych piosenek, bez rozpisywania w głowie wykresów i powiązań. Ponad równy, przyzwoity poziom całości wybijają się trzy diamenty – „Levitate the Pentagon”, który doskonale odnalazłby się na znakomitym debiucie wspomnianego Beastmilk, „You Are The Stars”, brzmiący jak The National z przesterami i kąśliwy „Joydivisionowec” „I Wish You’d Never Gone To School”. Być może Publicist UK nie nagra płyty na miarę „Climax” Beastmilk czy „Your’re Nothing” Iceage, ale ostatecznie czy trzy świetne hity w sam raz na singla to mało? Oczywiście, to nie tak, że „Forgive Yourself” to twór słaby. Wyczucie konwencji jest idealne, warstwie technicznej i wykonawczej nie można nic zarzucić, piosenki generalnie wpadają w ucho i Relapse raczej ożeni metalowej publiczności kolejną po Nothing rockową alternatywę. Ja, zamiast narzekać na „brak wybitności” i inne bzdury, wolę cieszyć się wisienkami, które wieńczą ten lekko przesłodzony tort. Za dziesięć lat kupię sobie składankę „Greatest Hits” Publicist UK. Koniecznie piracką, ze Stadionu Dziesięciolecia.

Bartosz Cieślak

Cztery