PSYCROPTIC – The Inherited Repression (Nuclear Blast)

Tasmańskie diabły to już nie postrach rodem z filmów przyrodniczych. Teraz można spotkać je w salach koncertowych Europy i Ameryki. Przez lata pracy dorobili się niezłego statusu technicznych wymiataczy, pojawili się jako goście np. na płytach zespołów typu Aborted i podpisali papiery z Nuclear Blast. Druga w ramach tegoż kontraktu płyta jest jednak tylko dowodem technicznej erudycji. Niczym więcej.

 

W zasadzie już jakiś czas temu zauważyłem, że pisanie o takiej muzyce jest albo banalnie łatwe, albo piekielnie trudne. Dlaczego? Bo można zamknąć recenzję stwierdzeniem, że wszystko jest połamane i strasznie skomplikowane a  zespół to mistrzowie akademickiego wymiatania, albo głowić się nad wymyśleniem czegoś oryginalnego na temat numerów, które poza ową wybitną biegłością nie zawierają niczego zaskakującego. Bo dzisiaj technicznie gra prawie każdy…

Nowy, piąty album Psycroptic podoba mi się a z drugiej strony po przesłuchaniu zostaje w głowie pustka. Może gdybym był młodszy, emocjonowałyby mnie te wszystkie łamańce, problem w tym, że to już było i niejednokrotnie w wydaniu bardziej ekstremalnym (…ciekawszym?). To właśnie problem  Psycroptic. W pewnym momencie, gdzieś na poziomie dołączenia do trzódki Nuclear Blast postanowili swoją muzykę uporządkować i  skierować w bardziej ludzkie rejony, tworząc po prostu dobry, rzemieślniczy death metal. Death metal, jakiego wszędzie pełno i wyłazi z każdej dziury. Owszem, trafiają się fragmenty (np. „From Scribe To Ashes”), gdzie zespół nieco zatraca się w szaleństwie grając bardziej chaotycznie i z wściekłością, jednak w większości przypadków płyta składa się z poprawnie, kunsztownie zaaranżowanych pieśni, zawierających słuszne ilości blastów i załamań, dokładnie tyle, ile trzeba, w rozsądnych granicach. No właśnie – rozsądek jest głównym przekleństwem tej płyty. Może w pewnym momencie zespół zapomniał, że w 2012 roku potrzeba troszkę jakże pożądanej nieprzewidywalności, żeby zwrócić na siebie uwagę? Bo skoro słuchając jednego kawałka wiem, co będzie w następnych, nie jest to dla zespołu dobra recenzja. Oczywiście, chcę być dobrze zrozumiany – płyta jest finezyjnie odegrana, wypielęgnowana jak twarz modelki i w temacie takiego techno – konfekcyjnego metalu śmierci Psycroptic na pewno zdobędą słuszne laury. Jednak – jeśli szukacie mroku i lubicie niebezpieczne zabawy – powinniście poszukać czegoś innego.

Wiem, że powyższe słowa brzmią jak bajania starego dziada, jednak nawet mnie zdarzają się dzisiaj uniesienia (np. Dodecahedron, czemu dałem gdzieś obok wyraz…) i mogę docenić muzyków, którzy skrywają się w otchłani szaleństwa. Tymczasem, kiedy patrzę na Psycroptic widzę muzyków, którzy chcą być najlepsi, najdojrzalsi i tacy… poprawni. Czasami aż się prosi, żeby im podłożyć nogę – może gdyby nagle wywrócili się wśród tych swoich poukładanych struktur, taki dysonans mógłby zabrzmieć jak coś niestandardowo genialnego? Więc co – eksperymentujemy? Nowa płyta Psycroptic nie jest, niestety, brzytwą w rękach dziecka, choć pewnie zespół tak właśnie chciałby…

 

 Arek Lerch 3,5