PSYCHO – The Grind Years (Selfmadegod)

Tytuł płytki mówi sam za siebie. Grindowy okres w historii Psycho znalazł swój zapis w kilkunastu splitach i ep – kach, co sumiennie uwieczniono na poniższej płytce. Dla maniaków gatunku dobra okazja, by przekonać się jak hartowano (a w zasadzie zgniatano…) stal…

Na początek trzeba przyznać, że w sukurs samej muzyce idzie w przypadku tego krążka wydanie – mnóstwo zdjęć, komentarzy i rysunków, dzięki którym choć na moment możemy przenieść się w dawne czasy, pierwszej połowy lat 90 – tych. Kiedy rozpoczynała się afera pt. grunge, w piwnicach, małych klubach, maniacy punk rocka szukali wyjścia z coraz bardziej zagubionego gatunku. W przypadku Psycho, padło na grind core. Jak tłumaczy lider zespołu, Johnny X, kiedy w 1990 roku z grupy odchodzi basista, pozostali muzycy postanawiają zmienić kierunek poszukiwań w stronę piekielnie szybkich, zainfekowanych metalem, grindowych wyziewów; jak postanowili, tak zrobili i w ciągu czterech lat stworzyli ponad 50 eksplodujących hałasem songów. Oczywiście, na podstawie tego zestawu łatwo przestudiować, jak przebiegała zespołowa ewolucja, od nieporadnych prób grania blastów do całkiem sympatycznych rezultatów. Spośród 52 kawałków największe wrażenie robią na mnie dwa splity. Pierwszy materiał to pochodzący z wspólnej z Agathocles płytki, pięcio-utworowy zestaw bardzo dobrze brzmiących i pełnych werwy grindowych ataków. Słychać, że zespół sporo popracował nad swoim warsztatem i efekt jest zabójczy. Podobnie dobrze brzmią kawałki ze splitu z Nasum. Rewelacyjne wykonanie, dobra dynamika i fajne aranżacje utworów. Oczywiście, nic nie zmieni faktu, że słychać w tych nagraniach punkowe dziedzictwo, ten specyficzny brud i zadzior, choć z drugiej strony dodaje to płycie niekłamanego uroku. Dla muzycznych kronikarzy materiał wart polecenia.

Arek Lerch

Cztery