PSEUDOGOD – Deathwomb Catehesis (Kvlt/Hells Headbangers)

Pseudogod nie zachęca – ani błyskotliwą nazwą, ani renomą rosyjskiej sceny deathmetalowej, której chcąc nie chcąc jest częścią, ani wreszcie okładką, przedstawiającą Piotra Weltrowskiego, który wystraszył się smoka. Nieoczekiwanie Mateczka Rosja wydała na świat jeden z ciekawszych tegorocznych albumów deathmetalowych, a pamiętajmy, że konkurencja na świecie nielicha.

Recenzje tego typu wydawnictw aż proszą się o odmalowanie inspirowanej rysunkami Chrisa Moyena wizji demonicznej anihilacji świata. Jeśli ktoś myśli obrazkami, proszę bardzo – wyobraźmy sobie, że ziemią zawładnęły kilkunastometrowe, inteligentne i krwiożercze winyle Teitanblood, Necrovore, Adversarial i nieodżałowanego Ravager, które hodują ludzi na szaszłyki. Twórczość Pseudogod idealnie charakteryzuje towarzysząca płycie sesja zdjęciowa – ramoneski, bulletbelty, pochodnie, kult czaszki i jasne jest, że mamy do czynienia z piekielnym metalem śmierci z wyraźnym blackmetalowym sznytem. Przy uważniejszym odsłuchu „Deathwomb Cathesis” okazuje się być całkiem niegłupią, przemyślaną płytą, która oferuje słuchaczowi więcej wrażeń niż tylko nieśmiertelne (i nieodzowne w takiej muzyce) „ale napierdol!”. Niekończący się blastbeat nie służy tu, jak to często bywa, przykryciu mętnego szumu harmonicznego imitującego riffy. Jakkolwiek napędzana perkusyjnym łomotem i wokalem spod wątroby, „Deathwomb…” to przede wszystkim wylewająca się z głośników gęsta gitarowa smoła w stylu wspomnianego Teitanblood, doprawiona rewelacyjnymi zagrywkami a’a Rob Vigna. Wypada w tym miejscu docenić i uszczypnąć w policzek realizatora nagrań, który suwał heblami podczas sesji „Deathwomb…”. Nie jest to może płyta, która realizuje wyśniony ideał analogowej produkcji wujka Gylve, ale bez uszczerbku na piekielnym klimacie udało się uzyskać brzmienie soczyste, ciężkie i dynamiczne, a przede wszystkim doskonale pasujące do muzyki.

Obserwując z dystansu wysyp kapel takich jak Degial, Bestial Raids, Vasaeleth, Antediluvian czy właśnie Pseudogod można dojść do wniosku, że death metal nie miał się tak dobrze od dwudziestu lat… Teoria dość śmiała, ale widać i słychać, że kapele z najświeższej fali z jednej strony sięgają do korzeni tej muzyki, z drugiej poszukują w jej ramach czegoś w rodzaju własnego oblicza. Deathwomb Catehesis nie wstrząśnie światem metalu, ale zdecydowanie jest to dzieło, które szkoda byłoby przeoczyć.

Bartosz Cieślak