PROPAGANDHI – Failed States (Epitaph Records)

Kanadyjczycy z Propagandhi raczą nas kolejnym, niezwykle udanym albumem i śmiem twierdzić, że „Failed States” to jeden z najrówniejszych i zarazem najlepszych krążków w zakończonym, 2012 roku.

Progresywny thrash, lekko Bolt Thrower’owski posmak, a przede wszystkim dobry, melodyjny punk są siłą i znakiem rozpoznawczym tego zespołu. Dodatkowo, totalnie niemodne brzmienie, i fakt produkcji tego krążka na własną rękę (dobrze, że Epitaph nie ingerowało w żaden proces prac nad „Failed States”…) jarają mnie niczym nowa zabawka małe dziecko. Jeśli miałbym wybrać idealny prezent pod choinkę, to prócz biletów na Dead Can Dance, od Mikołaja albo jak kto woli – Gwiazdora, chciałbym dostać nowy album Mors Principium Est i „Failed States”. Swoim metalowo/hardcore’owym kolegom sprezentowałbym taki sam zestaw, i czekał aż będą tak jak ja, siedzieć z otwartą paszczą w trakcie odsłuchu krążka.

Prawie czterdzieści minut z Propagandhi mija szybko i zmusza do odtwarzania albumu w pętli. Bo, po pierwsze, nie od razu da się wyłapać wszystkie smaczki (gra Jordy-Boy’a!), a po drugie, to tak cholernie dobry i równy album, że nie sposób wracać do pojedynczych utworów i trzeba przyjmować go w całości. Innej opcji nie widzę, ale, jeśli jednak ktoś potrzebuje wskazówki na czym powinien ucho swe zawiesić, niech sprawdzi otwieracza „Note To Self”, brutalną kosę „Hadron Collision” i betonowe „Rattan Cane” (co za podział wokali!).

Nie oczekujcie łapiących za serducho solówek i technicznych popisów, choć panowie doskonale wiedzą jak posługiwać się swoimi instrumentami, tutaj chodzi o pewien klimat i atmosferę, a przede wszystkim o wkurwienie. Nieistotne czy zaangażowane politycznie. Po prostu, wkurwienie.
A jest się na co wkurzać. Oj, jest!

Grzegorz „Chain” Pindor