PROCESSION – Destroyers of the Faith (Doomentia Records)

Miłośnicy klasycznego doom metalu do listy zawierającej Count Raven, Saint Vitus i Candlemass muszą dziś dopisać chilijskie Procession. Powód jest błahy. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak bardzo cieszyła mi się micha podczas słuchania walcujących riffów okraszonych świetnym wokalem. Ba, przy pierwszym przesłuchaniu odniosłem wrażenie, ze obcuję z drugą częścią ‘Epicus Doomicus Metallicus’, bo chyba nikt inny nie podoba się w tak zbliżonym gitarowo kanonie i nie robi tego z tak niesamowitą, wyczuwalną pod skórą pasją.

Już po niespełna dwuminutowym wstepie ‘Hyperion’ nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z płytą, która spokojnie może stać obok czołowych dokonań gatunku, niejednokrotnie przebijając późniejsze dokonania kapel, które dziś uznajemy za kultowe. Naprawdę nie widzę wśród starych wyjadaczy kapeli, która mogłaby dziś nagrać krążek na miarę ‘Destroyers of the Faith’. Tu się słyszy, że doom metal jest esencją życia tych chilijskich wojowników, którzy zdecydowali się rzucić wszystko w kąt i przenieść się do Szwecji. No, bo jeśli znajdzie się ktoś, kogo nie rozpierdoli w drobny mak melodia pojawiająca się w ‘Chants of the Nameless’ i w różnych postaciach przewijająca się później na przestrzeni blisko 10 minut, to jest robiony miękkim siusiakiem i powinien skoczyć na bazar po zestaw pastelowych koszulek i lniane spodnie, żeby nie przegrać swoich kurczęcych jąder. To jest po prostu tak esencjonalna płyta dla gatunku, że nie docenienie jej mocy nie mieści mi się w głowie. Przecież tu jest tak bardzo gitarowo i tak niesamowicie wokalnie, jak było w latach ’80 na tych najważniejszych płytach. Riffy, melodie i pojawiające się z rzadka bardziej stonowane brzmienia (‘The Road to the Gravegarden’ albo ‘Tomb of Doom’), choć mogą wydawać się dla niektórych nieco archaiczne, stanowią kwintesencję ‘Destroyers of the Faith’ i tło dla znakomitych wokali Felipe. To naprawdę nie będzie przesada, jeśli powiem, że Procession już w tym momencie aspirują do miana klasyka gatunku. Wierzcie mi to nie kredyt zaufania, to fakty potwierdzone kurewsko znakomitym albumem!

Jedyne, co być może zmieniłbym w debiutanckim długograju chilijczyków to większe zróżnicowanie temp, bo zamykający krążek ‘White Coffin’ chyba ma w zamiarze wyrwać słuchacza z poczucia beznadziei doom metalowej pustki. Ale z drugiej strony ta płyta ma cholernie epicki charakter i podkręcanie jej na siłę chyba nie miałoby sensu. Przecież i bez tego Procession miażdży mosznę!

Dooban 5,5