PRIMATE – Draw Back a Stump (Relapse Records)

Primate to formacja, o której w pewnych kręgach zrobiło się głośno na długo przed tym zanim ktokolwiek usłyszał choć jeden utwór stworzony przez ekipę. Jeżeli nazwy Brutal Truth oraz Mastodon nie są Wam obce (jeśli są to co tu do cholery robicie?!) to z pewnością czekaliście na te dźwięki. Nawet jeśli materiał ten powstał jako efekt uboczny spotkania grupy kumpli to i tak warto jest posłuchać „Draw…” – dawno  nie słyszałem tak wyluzowanych zmagań z formułą old school’owego hałasu…

 

Na początek z obowiązku i dlatego, by ostatnie, nie obeznane z tematem jednostki przestały marnować czas na czytanie tego tekstu – dwa słowa o szufladkach. Primate proponuje słuchaczom małą podróż w czasie do dni gdy hc, grind i punk w jednym spały domu. Bez wydumanej pozy, bez pokazywania światu jak to Wielkie Gwiazdy Hałasu postanowiły nagrać kolejny Wielki Album, za to z dużą dozą luzu i radości, której nie sposób pominąć bo aż „rzuca się w oczy”. Nagrywając ten materiał Primate nie zabiegali o wsparcie wytwórni, stworzyli muzykę na jaką akurat mieli ochotę. Były to chyba nagrania dość surowe, bowiem przed wydaniem „Draw…” Relapse zdecydowała się potraktować dostarczone przez Primate dźwięki ponownej obróbce w studio.

Jeśli miałbym wyróżnić konkretne numery, to po kilku już kontaktach z tym materiałem wskazałbym na „Global Division” (punkowy kopniak z dość melodyjnym tłem), „Hellbound” (kolejny, bardzo punkowy kawałek z ciężkim, bulgoczącym brzmieniem gitar), „March of the…” (chyba najbardziej grindowy numer jaki proponuje Primate) oraz „Silence of Violence”, zwracający uwagę mocnym, hard core’owym początkiem i dającą bardzo ciekawy efekt kakofonią małpich głosów w tle… Generalnie cały materiał utrzymany jest na równym wysokim poziomie.

Muzyka Primate to w gruncie rzeczy granie całkiem proste. Nikt się tu nie napina, by pokazać jakim to jest rewelacyjnym muzykiem a przecież z innych źródeł wiemy, że umiejętności panowie posiadają bardzo duże. „Draw Back…” to płytka dość krótka (w końcu to ep) i chyba nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy zespół ten uraczy nad kiedykolwiek longplay’em z prawdziwego zdarzenia. Cieszmy się zatem tym co mamy a jeśli z oparów fajkowego ziela wyłoni się jeszcze jakiś materiał Primate, będziemy mieli kolejny powód do radości…

 

Wiesław Czajkowski