PRIMAL SCREAM – Chaosmosis (First International)

Chcę napisać coś na temat „Chaosmosis”, ale czuję wewnętrzną blokadę, bo ja Primal Scream bardzo lubię i wolałbym tego zespołu przesadnie nie krytykować. No, ale co zrobić. Nie chcem, ale muszem. Przypomina mi się taka anegdotka, którą przeczytałem w którejś z piłkarskich biografii. Lata 90. Ruch Chorzów gra z Interem Mediolan. W szatni, na środku, stoi zasłonięta tablica. Zawodnicy gotowi do gry, naładowani, czekają na to, co powie trener. Ten wchodzi, krąży pomiędzy nimi, nie mówiąc ani słowa. Napięcie sięga zenitu, aż w końcu odsłania tablicę, na której widnieje napis: Choć makaron bardzo lubimy, dzisiaj Włochom wpierdolimy!

Choć makaron bardzo lubimy, dzisiaj Włochom wpierdolimy! No, więc ja podobnie mam z Primal Scream. Lubię, ale muszę wpierdolić. Chociaż tylko słownie. Umówmy się – wydane w roku 2013 „More Light” było płytą absolutnie genialną. To, moim zdaniem, obok „Screamadeliki”, najlepszy album pana Gillespie i spółki. Po „Chaosmosis” spodziewałem się znacznie, znacznie więcej. Poprzednia płyta sprawiła, że apetyty wśród fanów formacji były rozbudzone aż zanadto. Zastanawiam się, czy to właśnie nie przez to moje odczucia co do „Chaosmosis” są tak negatywne. Oczekiwałem, że zespół nagra krążek stylistycznie podobny, a oni tymczasem poszli w zupełnie inną stronę. Nie jest to zarzut; bardziej chodzi o styl w jakim to zrobili.  Kompletnie nie przeszkadza mi to, że utwory są na niej znacznie bardziej radiowe oraz fakt, że jest to raczej przyjemny pop niż kwaśny rock. Problem polega na tym, że kompozycje kompletnie się nie bronią. Brakuje im głębi. Nie ma w tej przaśnej nieco wesołkowatości drugiego dna, co powoduje, ze płyta szybko się nudzi i przesłuchać jej można raz czy drugi, ale trzeci już nie bardzo. Weźmy np. kawałek otwierający album, czyli “Trippin’ On You Love”. Fajnie buja, szybko wpada w ucho, ma w sobie te primalscreamowe wibracje, ale kompletnie nie chwyta. Przesłuchać i zapomnieć. Gdyby zestawić go z takim „Movin’ On Up” wyglądałby jak wspomniany wyżej Ruch Chorzów na tle Interu Mediolan.Bobby

No i cholera, brakuje mi tu gitary. Wolałem jednak to oblicze Szkotów, w którym inspirowali się Stonesami, aniżeli obecne – skłaniające się bardziej w kierunku Duran Duran czy The Human League. Oprócz ładnych melodii, chciałbym usłyszeć też trochę energii i rock’n’rolla jak chociażby w „Invisible City” z poprzedniej płyty. Na „Chaosmosis” podobnego strzału brak; na siłę można by uznać za takowy „Golden Rope”, najlepszy numer na płycie, ale to jednak nie ta półka. Cały ten album brzmi apatycznie. Chociaż groove mają bardzo taneczny, do tańca nie porywają.

Zastanawiam się już nad następnym krążkiem Primal Scream i zżera mnie ciekawość. Co znowu wymyślą? Jakkolwiek mnie się ta płyta nie spodobała, tak szanuję ten zespół za swobodne poruszanie się pomiędzy wieloma stylistykami, przy jednoczesnym zachowaniu swego charakteru. To jedna z tych kapel, po których nigdy nie wiesz, czego się spodziewać. Niespodzianki jednak mają to do siebie, że nie zawsze są przyjemne.

Paweł Drabarek

Dwa