PRIMAL  – Prophetae (The End of Time)

Jednoosobowy twór Primal działa w podziemiu nie od dziś lecz osobiście kontakt z muzyką tego aktu zdarzył mi się jedynie incydentalny. Gwoli uczciwości przyznać też należy, że po tym incydencie nie zapałałem nagłą chęcią poznania wszystkiego co kiedykolwiek wydał Primal…

„Prophetae” trafiła do mnie niejako z przydziału, zostałem poproszony, więc piszę. Smutne to trochę, ale od czasu splitu z Iugulatus i Deep Desolation twór ten nie poczynił zasadniczego postępu w żadnej z ważnych kwestii. Kompozycje ciągną się w niesamowicie ciężkostrawnych dłużyznach, powolne, nieco melodyjne pasaże płyną wolnym rytmem, ale mówiąc szczerze wynika z tego wielkie NIC. Nie ma tu mowy o upiornym transie czy pulsujących drone’owym tembrem minimalistycznych dźwiękach, które wgniatają w ziemię ciężarem i prostotą. Primal raczy nas niemocą i nudą, która czai się tu za każdym niemal akordem.Primal Grafika

Może wydać się wam iż oceniam Primal bardzo surowo, ale tak naprawdę dlaczego miałbym tego nie robić? Owszem, recenzja ta jest bardzo subiektywna lecz uważam, że w muzyce jest jedna wartość nadrzędna warta o wiele więcej niż gust. Muzyka jest albo dobra albo zła a Primal tworzy muzykę złą i nudną. Pustą. Podsumowując całość jednym zdaniem – w świecie Primal nie zmieniło się nic od czasu wspomnianego już wyżej splitu, nadal wieje nudą, nadal nie ma tu nic o czym warto byłoby pisać. Być może twór ten spodobać się może miłośnikom minimalistycznego black metalu lecz jakoś trudno mi w to uwierzyć. Pierwsza z brzegu pozycja w katalogu wydawniczym Burzum, nawet najbardziej opluta i znienawidzona będzie miała więcej sensownej treści niż „Prophetae”.

Wiesław Czajkowski

Jeden