PRIMAL/ IUGULATUS/ DEEP DESOLATION  – Chapel of Fear (Quid Est Veritas Prod.)

Splity były, są i pewnie już zawsze będą prawdziwą esencją metalowego podziemia. Płyty dzielone przez kilka zespołów lubią fani, wykonawcy również darzą takowe krążki estymą. Nic w tym dziwnego bowiem „za jednym zamachem” mamy okazję poznać kilka zespołów często prezentujących dość odmienne spojrzenia na ten sam temat. Kilka dni temu moja półka wzbogaciła się o split trzech polskich załóg, które, jak wspomniałem wyżej, pokazują nam, że na jeden temat można patrzeć w różny sposób. Punktem wspólnym dla kapel prezentujących swe dokonania na „Chapel of Fear” jest dość szeroko pojmowany black metal…

 

Pierwszą „formacją” jaka prezentuje nam swoje wdzięki (dźwięki) jest one man project Primal. Niestety, ale z bólem serca napisać muszę, że trzy numery plus outro, jakimi uraczył nas Primal to danie bardzo ciężkostrawne. Nie chodzi o to, że muzyk odpowiedzialny za te nagrania ucieka w rejony zarezerwowane dla artystycznej awangardy. Wręcz przeciwnie… Primal to projekt, który w moim osobistym odczuciu nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Kompozycje pełne są chaosu, rozcieńczają metalową moc w ciągnących się ponad miarę dłużyznach. Zastanawiam się komu tak naprawdę mógłbym polecić muzykę jaką proponuje Primal i powiem szczerze, że jakoś nic sensownego nie przychodzi mi do głowy.

O niebo (piekło?) lepiej na „Chapel of Fear” pokazał się kolejny, tym razem już „pełnowymiarowy” zespół, czyli Iugulatus. Esencjonalny, chwilami dość mocno kojarzący się z Christ Agony black zdecydowanie może znaleźć spore grono zwolenników. Nie jest to muzyka oryginalna lecz ma w sobie to „coś” dzięki czemu słuchając Iugulatus czuję, że zespół gra muzykę szczerą, wypływającą bezpośrednio z zaprzedanych czarnej stronie serc…

Deep Desolation zamykający płytkę prezentuje się zdecydowanie najbardziej oryginalnie. Panowie mają pomysł, własną wizję czarnej (mocno skażonej doom’em) sztuki… za to im chwała i cześć! Podoba mi się ten pulsujący, psychodeliczno-rytualny klimat jaki emanuje z jedynie dwóch utworów, które DD zdecydowali się zamieścić na tym wydawnictwie.

Podsumowując, gdyby nie strzał w stopę jakim okazały się kompozycje autorstwa Primal oceniłbym to wydawnictwo zdecydowanie wyżej. Wadą splitów jest jednak to, że czasem jeden zespół jest w stanie zepsuć odbiór całości…

Wiesław Czajkowski 3/6