PRETTY MOUTH – The Endless Mistake (Skeletal Lightning/Epileptic Media)

Gdy słuchanie muzyki przypomina wykręcanie sutka, należy zwrócić uwagę, czy z przyjemnością mamy do czynienia, czy może z bolesnym, niespodziewanym żartem? Najnowszy materiał eksperymentalnych grindcore’owców z załogi Pretty Mouth balansuje gdzieś pomiędzy – to taki przyjemny ból.

Drugi album, a może właściwie mini album, bo trwający zaledwie 20 minut z hakiem to nie lada gratka dla pasjonatów najbardziej odchylonych i wykręconych rozgałęzień grindcore’a. Wszystko tutaj jest niestabilne jak odwrócona wieża z kart do gry. Jak już wpadniemy w rwący nurt rozszalałej rzeki to nawet brzytwa na wiele się nie zda. I wszystko ogólnie maksymalnie połamane i pozbawione jakichkolwiek ram i planu, co by dobrze wróżyło dla jeszcze ciekawszej celebracji albumu, to jednak nie mogę zrozumieć jednej rzeczy – a tyczy się ona wokalu. Gdybym nawet niedosłyszał, albo nie czyścił uszu przez rok to i tak byłbym w stanie stwierdzić, że gdzieś jakby tę manierę wydzierania gardła słyszałem. I to nawet nie, że podobną – taką samą. No i po dosłownie kilku sekundach namysłu upewniam się, czy przypadkiem nie odpaliłem jakiś dotychczas nieznany mi album zespołu Daughters. Bo zarówno wokal, warstwa muzyczna, ten drażliwy chaos zmiatający wszystko, co spotka na swojej drodze – to wszystko nasuwa na myśl warsztat starszych w swym muzycznym stażu kolegów. I nie wiem czy to dobrze, czy źle, bo chociaż brzmi bliźniaczo podobnie, to jednak muzyczna ekspresja Pretty Mouth przypomina młodszego, bardziej niegrzecznego braciszka. Wygląda po prostu jak solidnie skomponowany hołd – i chyba ta wersja mnie uspokaja.

Dezorientacja niejedno ma imię; bez wątpienia jej obecność zagościła na „The Endless Mistake”. Jest grindcore’owo, zdarzają się liczne melorecytacje (psychodeliczne „Decisions”), pomieszanie z poplątaniem na przyśpieszonych obrotach, miejscami przestrzennie, ale i ciasno. Są też króciutkie bujanki, mile widziane wśród nieznośnego harmideru („Dead And Gone”). Nie możemy się tutaj spodziewać czegokolwiek – po perkusyjnym blaście znienacka następuje kilkuminutowa oaza spokoju i wyciszenia, następnie znowu grad ciężkostrawnych dźwięków rozbija nam czaszkę, a na końcu żegnamy się monologiem. I tak przez cały czas siedzimy jak na szpilkach.pm2

Pomijając to moje czepialstwo, Pretty Mouth bardzo przyciąga i intryguje. Kilkukrotny seans „The Endless Mistake” pozostawia spore spustoszenie w głowie, do tego stopnia, że możemy czuć zmęczenie materiałem. Co się dziwić, taka forma i takie zapewne było założenie, bo noisecore’owy warsztat swój urok przejawia właśnie w ten sposób. Tak jak bez wątpienia PM czerpie inspirację od Daughters, to nie zapominajmy, że ten charakterystyczny śpiew i hałaśliwe granie nie wzięło się z znikąd, jego źródeł możemy doszukiwać się już u legendarnego The Jesus Lizard. Inspiracje są potrzebne, aby tylko nie przekroczyły granicy zdrowego rozsądku. Myślę, że choć radykalnie, to jednak Pretty Mouth ten umiar podtrzymuje, praktykując sztukę hałaśliwego grindcore’a na bardzo wysokim poziomie.

Adam Piętak

Cztery i pół