PRĄD – Prąd

Zawsze podejrzewałem, że mam coś z głową – teraz jestem tego pewien. W ciągu ostatnich pięciu miesięcy z hakiem wyszło przecież tyle świetnych płyt, a ja najchętniej wracam do… debiutanckiej ep-ki Prądu, zespołu z Wrocławia. I nie robię tego wcale na przekór, wbrew woli. To po prostu świetny album. 5 piosenek – krótkich, zgrabnych, melodyjnych (chociaż do radia to raczej niet) a przy tym intrygujących. Utwory nie są na siłę wydłużone, a to grzech częsty i ciężki, szczególnie wśród różnej maści stonerowców.

Jest w tym wszystkim kosmos, a jak kosmos to i pustynia. W końcu gdzie lepiej widać gwiazdy? Słychać Hawkwind, miejscami Kyuss (ale na licealnego stonera nie liczcie…), słychać psa Łajkę i Stanisława Lema. Gitara nie pełni tutaj tradycyjnej funkcji – nie ma wpadających w ucho riffów, nie ma solówek, jest za to flanger i inne efekty, a oprócz tego dużo brudu i hałasu. Nawet kawałek „Gwoździe”, który zaczyna się nieco balladowo, nagle przeradza się w dysonansową jazdę bez trzymanki, która to zresztą jest najlepszym momentem na płycie. W ogóle, dysonansów jest naprawdę dużo, a mechaniczne riffy, które słyszymy np. w „ATA” przywodzą na myśl Queens Of The Stone Age, szczególnie z okresu „Era Vulgaris”, albo – cofając się nieco bardziej – Bauhaus czy Can. O, i post punk. Może nie od razu słychać, ale po kilku sesjach rzuca się w uszy. Zastanawiam się też skąd ta nazwa – Prąd – i przypominam sobie, że przecież Republika miała niegdyś numer tak właśnie zatytułowany. Ale to tylko moje luźne dywagacje i dorabianie dziwnych teorii. Może po prostu któryś z nich jest elektrykiem.Prąd1

Post punk, o którym wspomniałem, odbija się echem szczególnie w sekcji rytmicznej, która jest raczej oszczędna, ale efektywna. Świetnie wyszły także wokale i nie wyobrażam sobie, aby zrobić z tego muzykę instrumentalną. Jasne, maniera wokalna pana piosenkarza jest dosyć specyficzna i nie każdemu musi się podobać, ale – umówmy się – nie ma takiej rzeczy, którą lubiliby wszyscy. A że śpiew jest wyrazisty, to i budzi różne emocje – od miłości do nienawiści. Ja raczej po tej pierwszej stronie, ale czytałem opinie zgoła odmienne i je rozumiem. No i, cholera, trochę mi panegiryk wyszedł, pieśń pochwalna. Ale po co szukać dziury w całym? Po co, skoro jest tak dobrze? Zawsze patrz na jasną stronę Księżyca – mawiał pewien Holender; Always Look on the Bright Side of Life – śpiewali pewni Anglicy. Albo jak w Szwejku, kiedy ten wchodzi do gospody pana Palivca i pyta o gospodarza, na co zrozpaczona żona odpowiada: Dostał… dziesięć… lat.. przed… tygodniem. No, to już sobie tydzień odsiedział!

Pozytywne myślenie, o to chodzi. A Prąd? Na piątkę!

Paweł Drabarek

Pięć