PRĄD – Lot (So High Rec./MITW)

Prąd jest zmienny. To najważniejszy wniosek płynący z debiutanckiego longpleja wrocławskiej grupy. „Lot” niewiele wspólnego ma z wydaną dwa lata temu ep-ką, a – jak zdradził gitarzysta zespołu (wywiad na stronie pojawi się niedługo) – od grudnia, kiedy to nowy krążek został nagrany, Prąd znów zmienił kierunek. Tak więc – słuchajcie, ale się nie przyzwyczajajcie.

Prąd powstał w 2009 roku, ale o pierwszych czterech latach panowie nie chcą pamiętać. Nagranych wtedy utworów raczej nie posłuchacie, bo – jak w wywiadzie dla HeavyRock.pl tłumaczył gitarzysta Rafał Bielski – Staraliśmy się pousuwać wszystko z Internetu. Nie dość, że to było naprawdę źle nagrane, to utwory były po prostu słabe, nie byliśmy wtedy zbyt ogarnięci muzycznie, nie wiedzieliśmy co chcemy grać i robiliśmy proste, mocno osadzone w rockowej klasyce rzeczy. Potem mieliśmy okres pretensjonalnych, smutnych utworów – próbowaliśmy grać muzykę wyrafinowaną, a graliśmy muzykę po prostu beznadziejnie kiepską. Dobrze, że nie nagraliśmy wtedy żadnej płyty, chociaż graliśmy naprawdę sporo koncertów. Mam nadzieję, że nikt tego nie pamięta. Był nawet plan, kiedy weszliśmy już na dobre tory, żeby zmienić nazwę, ale stwierdziliśmy, że mamy to w dupie. „Lotu” panowie wstydzić się raczej nie będą musieli. Podobnie jak wspomnianej we wstępie ep-ki. Są to jednak wydawnictwa zupełnie inne. Zwraca uwagę wokal, który na nowym krążku pełni raczej funkcję kolejnego instrumentu – schowany w tle, dochodzący gdzieś z oddali, dodaje tej muzyce przestrzeni i czyni ją jeszcze bardziej zeschizowaną. Melodii jest tutaj niewiele, raczej strzępki, a w teksty trzeba się mocno wsłuchać. Klimat jest mocno kosmiczny, ale nie usłyszycie tutaj wesołego Chrisa Hadfielda podśpiewującego „Space Oddity”, bardziej załogę statku, która lada moment pożegna się z życiem. Wszystkie te sprężenia, dysonanse, krzyczane wokale i post-punkowa mechaniczność nadają tej płycie specyficznej, odhumanizowanej atmosfery. Kosmos, roboty i wielkie maszyny. Voivod to jedno z pierwszych skojarzeń, szczególnie „Phobos”, na którym muzycy wykreowali podobną atmosferę; poza tym słychać tu gdzieniegdzie charakterystyczne pustynne buczenie, przy czym szufladkowanie Prądu jako stoner ni cholery mi nie pasuje.Prąd

Prąd to kolejny przykład na to, jak mocną mamy w Polsce alternatywę. Szkoda tylko, że premiera „Lotu” przeszła w podziemiu niemal bez echa. Grupa dołączyła niedawno do dowodzonej przez Bartosza Borowskiego oficyny Music Is The Weapon, więc pojawia się nadzieja, że taki stan rzeczy ulegnie w najbliższej przyszłości zmianie. Oby, bo wrocławianie na to zasługują. Tak więc – zapinamy pasy i lecimy. Warto dać tej płycie szansę.

Paweł Drabarek

Pięć i pół