PORTUGAL. THE MAN – Woodstock (Atlantic)

Portugal. The Man od zawsze grał muzykę prostą, lekką i przyjemną – i do potupania nóżką, i do nucenia przy goleniu – ale na „Woodstock”, ósmej już płycie, muzycy przeszli samych siebie. Przy współpracy z Danger Mousem (nagrywał z The Black Keys, ASAP Rockym czy Gorillaz) wypuścili album, który w całości złożony jest z niewiarygodnie nośnych, radiowych singli. Czy muzyka może wpadać w ucho aż za bardzo?

„Woodstock” zaczyna się akcentem… woodstockowym – a konkretnie nawiązaniem do improwizowanej wersji tradycyjnej pieśni spiritual „Sometimes I Feel Like a Motherless Child” w wykonaniu Richie Havensa z Festiwalu w roku 1969. Całość opiera się na funkowej partii basu i powtarzanej wielokrotnie frazie z tytułu owego utworu. To najmniej radiowy numer na płycie, a w porównaniu z hitowym „Feel It Still” czy nie mniej nośnym „Noise Pollution” brzmi wręcz siermiężnie. No właśnie – bo pozostałe dziewięć utworów to niemal idealnie skrojone przeboje. Czy ktoś jeszcze nie słyszał wspomnianego wcześniej „Feel It Still”? Prosty rytm, krótkie zwrotki, oszczędne instrumentarium i refren, który będziecie nucić czy tego chcecie czy nie. Utwór trwa niecałe trzy minuty i – na szczęście – udało się w nim uniknąć irytujących fragmentów (vide: intro do „Easy Tiger”). W „Rich Friends” pobrzmiewają echa starszego, bardziej rockowego wcielenia Portugal. The Man i – znów – jest to numer wręcz bezczelnie przebojowy i radosny. I to właśnie największy mankament tej płyty: brakuje momentów, które przykułyby uwagę na dłużej. „Woodstock” wpada w ucho, ale nie chce się do niego wracać, bo już po pierwszym przesłuchaniu można odnieść wrażenie, że zna się go na pamięć. Szkoda zmarnowanego potencjału (słychać go szczególnie w otwierającym krążek, opisywanym wyżej „Number One”), bo mam wrażenie, że pogoń za hitami i te nawciskane wszędzie, nachalne wręcz melodie spłyciły „Woodstock”.P TM

Chętnie wrócę do „Feel It Still” i do pozostałych numerów również, ale pojedynczo – całej płyty nie jestem w stanie przesłuchać po raz kolejny. „No One Knows” to świetny numer, ale to, co czyni „Songs For The Deaf” tak genialną płytą, to fakt, ze obok tak oczywistego hitu znalazło się tam również miejsce dla „Sky is Fallin’” czy „God Is In The Radio”. No i właśnie takich momentów mi na „Woodstock” zabrakło. Takich, które wymagają czasu i uwagi, które dojrzewają z każdym kolejnym przesłuchaniem. Tutaj wszystko mamy podane na tacy. Czy to dobrze? Tak średnio, bym powiedział.

Paweł Drabarek

Zdjęcie: Danny Clinch

Trzy